31 grudnia 2017

Novaclear Atopis - płyn do mycia twarzy i ciała oraz nawilżający balsam do ciała



Witajcie w ostatnim dniu roku 2017! Pewnie szykujecie się powoli do sylwestrowej nocy. Ja w tym roku nigdzie się nie wybieram. Za to przygotowałam ostatni już tegoroczny wpis na blogu. Jest to recenzja dwóch produktów z serii Atopis marki Novaclear. To kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji skóry suchej, atopowej i wrażliwej. Wzbogacono je o olej konopny i ekstrakt z lukrecji. Jeżeli jesteście ciekawi jak sprawdzają się te produkty to zapraszam do poczytania.


  
Produkt ma żelową konsystencję i dobrze się pieni. Wydajność kosmetyku jest bardzo dobra. Płyn łagodnie oczyszcza skórę twarzy i ciała. Próbowałam zmywać nim makijaż, ale w tej kwestii nie do końca sobie poradził. Do demakijażu lepiej zastosować uprzednio np. płyn micelarny. Jeśli chodzi o skórę ciała to do codziennego oczyszczania płyn Atopis jest idealny. Nie wysusza skóry ani nie powoduje swędzenia. Pozostawia delikatny, nietłusty filtr ochronny. Dla osób z suchą i wrażliwą skórą będzie wyśmienity.



Konsystencja balsamu nieco mnie zaskoczyła, ponieważ oczekiwałam, że będzie tłusta i ciężka. Okazało się, że produkt ma lekką formułę i szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy na skórze lecz jakby żelową powłoczkę, która zapewne ma za zadanie chronić przed odparowywaniem wody z powierzchni skóry. Balsam zaskoczył mnie też w kwestii wydajności. Już mała kropelka kosmetyku wystarcza na aplikację na spory obszar skóry ciała. Balsam nie tylko nawilża skórę, ale także daje uczucie ukojenia. Dobrze spisuje się też po depilacji, bo wyraźnie łagodzi podrażnienia. Jestem zwolenniczką pachnących kosmetyków do pielęgnacji ciała, więc trochę brakuje mi zapachu w przypadku tego produktu. Niemniej jednak jest to kosmetyk przeznaczony do skóry suchej, wrażliwej i atopowej, toteż brak substancji zapachowych jest plusem.

Obydwa produkty umieszczone są w miękkich tubkach zamykanych na zatrzask o pojemnościach 200 ml. To wygodna forma opakowania. Dostępne są też w większej pojemnościach - 500 ml i wtedy otrzymujemy je w opakowaniach z pompką. Szaty graficzne kosmetyków są przejrzyste i estetyczne oraz zawierają wszelkie ważne informacje o produktach. I płyn do mycia ciała, i balsam to kosmetyki bezzapachowe. 

Płyn do mycia i balsam Novaclear Atopis uważam za godne polecenia. Nie mam wątpliwości, że sprawdzą się w przypadku nawet bardzo suchej i atopowej skóry. Dla skóry normalnej są świetnym wyborem na sezon zimowy, kiedy łagodne oczyszczanie jest dla niej dużą korzyścią (ciepłe i suche powietrze w pomieszczeniach w sezonie grzewczym nie najlepiej wpływa na stan skóry).



Znacie serię Atopis marki Novaclear? A może planujecie wypróbować te kosmetyki?

Czytaj dalej

30 grudnia 2017

Ulubieńcy 2017 - kosmetyki i nie tylko

Przedostatni dzień roku to dobry czas na różnego rodzaju podsumowania. Dlatego też pomyślałam, że przygotuję post z moimi ulubieńcami 2017 roku. Początkowo planowałam skupić się wokół kosmetyków, ale w tym roku trafiłam też na parę świetnych rzeczy z innych kategorii, toteż postanowiłam nieco rozszerzyć tematykę wpisu. Tak oto zapraszam Was do zapoznania się z moimi ulubieńcami kosmetycznymi i nie tylko kończącego się już 2017 roku.

Zdecydowałam się na wykonanie kolaży ze zdjęciami produktów zaczerpniętymi z sieci, ponieważ kilku rzeczy spośród moich ulubieńców paradoksalnie nie mam obecnie "na stanie", więc myślę że forma kolażu będzie po prostu lepsza.


Zacznę od ulubieńców z gamy kosmetyków pielęgnacyjnych oraz kolorowych. Tutaj pojawiło się kilka prawdziwych perełek. Kosmetyków pielęgnacyjnych poznałam w tym roku całe mnóstwo. Część z nich zasłużyła na miano ulubieńców roku. Są to:

  • puder wybielający Eucryl - super produkt do szybkiego wybielania zębów, usuwa wszelkie osady i przywraca naturalną biel bez podrażniania dziąseł;
  • antyperspirant Dermedic Antipersp R, który świetnie chroni przed potem, ma przyjemny zapach i nie brudzi ubrań;
  • oliwka do ciała Babydream Fur Mama - wcześniej unikałam stosowania oliwek do ciała, ale w ciągu 2017 roku bardzo polubiłam się z oliwką dla kobiet w ciąży Babydream, która dobrze nawilża i natłuszcza skórę oraz ładnie pachnie;
  • peeling enzymatyczny Dermedic - kosmetyk dokładnie usuwa martwy naskórek, a przy tym jest delikatny dla skóry i nie powoduje podrażnień jak peelingi mechaniczne;
  • szampon do włosów L'biotica Biovax Minerały & Diamenty - mój ulubiony szampon spośród wielu, jakie stosowałam w tym roku, moje włosy ogromnie go polubiły.


Z kolorówki do grona ulubieńców dołączyli: 

  • tusz do rzęs Maybelline Lash Sensational Intense Black, który pięknie podkreśla rzęsy i utrzymuje się na nich bez skazy cały dzień; 
  • podkład Bourjois Healthy Mix w odcieniu nr 51, który idealnie sprawdza się do codziennego makijażu, bo ładnie ujednolica cerę bez efektu maski a długotrwale stosowany nie zapycha skóry;
  • pomada do brwi Freedom w odcieniu Ash Brown, z którą przy pierwszych użyciach się nie polubiłam, a z czasem nauczyłam się odpowiedniej aplikacji i teraz się z nią nie rozstaję;
  • mineralny bronzer i róż Lirene Shiny Touch - najlepszy różo-bronzer jakiego miałam okazję używać;
  • baza pod cienie ArtDeco, do której zakupu przymierzałam się od dłuższego czasu i żałuję, że kupiłam ją dopiero w tym roku, bo jest przewspaniała.


Kolejna kategoria ulubieńców to ulubieńcy niekosmetyczni. To akcesoria i gadżety, które ułatwiały i uprzyjemniały mi codzienność w mijającym roku:

  • bezprzewodowe słuchawki Sudio Sweden - bez wątpienia doskonały gadżet, gdyż nie musiałam bawić się z plątającymi się kablami od słuchawek, a miałam zapewnioną wysoką jakość dźwięku podczas słuchania ulubionych utworów;
  • softbox, czyli rewelacyjny doświetlacz do zdjęć, na który polowałam od dawna a kupiłam go dopiero jesienią, zdecydowanie polecam;
  • soniczna szczoteczka do zębów WW-Sonic - poznałam ją pod koniec roku, ale jest po prostu fantastyczna i niemalże od dodałam ją do ulubieńców.

Podejrzewam, że kilku ulubieńców przeoczyłam, ponieważ towarzyszą mi tak często, że nawet specjalnie o nich nie myślę. Mam jednak nadzieję, iż udało mi się wyróżnić większość moich tegorocznych faworytów kosmetycznych i nie tylko. 

Kolejny rok z pewnością przyniesie wielu nowych ulubieńców. Na razie czekam aż dotrze do mnie zamówiony kalendarz i rozpocznę planowanie. Początek nowego roku to idealny czas na snucie planów czy podejmowanie nowych wyzwań. Wiele osób decyduje się wtedy na otworzenie własnej działalności gospodarczej. Otwierając działalność warto starać się o dofinansowania unijne, bo dodatkowe środki finansowe zawsze się przydadzą na rozkręcenie biznesu.


A jakie produkty stały się Waszymi ulubieńcami w 2017 roku?

Czytaj dalej

Kolorowe parasole na deszczową zimę

Wszyscy liczyliśmy na białe święta. Śniegu jednak oczywiście nie było. W Wigilię zamiast śniegu padał deszcz. Tak zapewne będzie też przez większą część zimy. Wśród zimowych akcesoriów zamiast ciepłych rękawic królują u nas... parasole. Dlatego też pod sam koniec roku przygotowałam luźny post skupiający się wokół tematu właśnie parasoli. Te wcale nie muszą być smutne i ciemne niczym deszczowa aura. Mogą zaś dawać iskierkę radości i koloru w czasie słoty.




Jak widzicie, parasole swoim wyglądem potrafią poprawić humor nawet w najbardziej brzydki, deszczowy dzień. Kolorowe, oryginalne modele na pewno zwrócą też uwagę mijanych na ulicy ludzi. Monochromatyczne parasole są może uniwersalne, ale ja jestem zdania, że warto rozświetlać deszczowe dni kolorowymi gadżetami. Już deszcz sam w sobie jest wystarczająco monochromatyczny ;)

A co byście powiedzieli na parasol z własną grafiką? To możliwe dzięki wykorzystaniu technologii jaką jest druk sublimacyjny, która pozwala na umieszczanie nadruków na tzw. trudnych powierzchniach np. kubkach, namiotach itp. Parasole z własnym nadrukiem często wybierają różnego rodzaju przedsiębiorstwa, które traktują je jako gadżety reklamowe. 


Podobają Wam się nietuzinkowe parasole? A może sami posiadacie model z oryginalnym nadrukiem czy o ciekawym designie?
 
Czytaj dalej

29 grudnia 2017

Noworoczne odświeżanie wnętrz: panele 3D i beton architektoniczny


Pamiętacie czasy, gdy popularnymi ozdobami ścian w domach były pstrokate tapety gryzące się z resztą wnętrza lub... dywany? Na szczęście to mamy już za sobą, a pomieszczenia w naszych domach z roku na rok stają się coraz bardziej stylowe. Nadchodzący nowy rok to dobry czas na kolejne zmiany. Dlatego też w dzisiejszym poście chciałabym zainteresować Was sposobem na nowoczesną aranżację ścian: panelami 3D wykonanymi z betonu architektonicznego. Jeśli lubicie surowo wyglądające wnętrza, którym jednocześnie nie brakuje stylu i designerskiego polotu to na pewno spodobają Wam się tego typu dekoracje ścian.


Beton architektoniczny to moje niedawne odkrycie, jeśli chodzi o tematykę wnętrzarską. Odkąd pamiętam podobały mi się betonowe powierzchnie, ale nie przypuszczałam, że można wykorzystać beton w aranżacji np. salonu. Okazuje się jednak, że faktycznie można i to z dużym powodzeniem. Beton architektoniczny to nic innego jak duże płyty betonowe, które mocuje się na ścianie. Nie będę rozpisywać się na temat samego montażu, ponieważ można zrobić to na kilka sposobów. Beton architektoniczny często nazywany jest marmurem XXI wieku. Występuje w wielu wzorach, najczęściej są to panele 3D. Przy jego użyciu można nietuzinkowo zagospodarować ścianę. W zależności od wybranego wykończenia można optycznie zmieniać kształt pomieszczenia. Beton architektoniczny jest materiałem trwałym, który sprawdzi się w różnego typu wnętrzach. Mnie najbardziej podoba się wykorzystanie go w salonach. 


Co sądzicie o takiej metodzie zagospodarowania ściany? Uważacie ją za stylową i nowoczesną czy może przesadnie surową?
 
Czytaj dalej

ShinyBox - Where the magic happens - grudzień 2017


Święta, święta i po świętach chciałoby się rzec. Jednak ciągle jeszcze mamy okres świąteczny, więc magia świąt się nie kończy. Korzystając z poświątecznych wolnych dni przychodzę do Was z prezentacją grudniowej edycji pudełka ShinyBox. Tym razem pudełko zatytułowano "Where the magic happens" i przygotowano niewątpliwie świąteczną szatę graficzną. Box wydano w dwóch wersjach: standardowej i XXL. Ja otrzymałam tą pierwszą. A co było w środku? Zobaczcie sami:





FARMONA KONCENTRAT KOMÓREK MACIERZYSTYCH DZIEŃ/NOC (48,00 zł/15 ml)

Ten produkt akurat do mnie nie przemawia. Zapewne oddam go mamie. Koncentrat ma pojemność 15 ml i jest ważny do kwietnia 2018. Trochę krótka ta data ważności, ale myślę, że w cztery miesiące spokojnie można go zużyć.


EFEKTIMA PEELING + MASKA DO DŁONI (2,56 zł/szt.)

Lubię te saszetkowe produkty Efektimy, a ten kosmetyk już miałam okazję używać i dobrze go wspominam. Chętnie zużyję kolejne opakowanie. Taki produkt wystarcza na jednorazowe zastosowanie. Być może użyję go jeszcze dziś. 

TERMISSA WODA TERMALNA Z PODHALA (ok. 20 zł/150 ml)

Marka nie jest mi obca, ale tej wody termalnej jeszcze nie miałam. Obecnie mam otwartą wodę termalną innej marki, więc ta troszeczkę będzie musiała poczekać na wypróbowanie. Jestem ciekawa jak sprawdzi się nasza polska woda termalna.

PRÓBKA KREMU DO RĄK ORPHICA TOUCH

Nie przepadam za próbkami, jednakże taka z kremem do rąk może się przydać np. do torebki na jedno użycie. Zgodnie z informacją na saszetce jest to krem intensywnie nawilżający, więc idealny na zimę. Szkoda, że zamiast próbki nie dołączono do pudełka chociażby miniatury.


FOODS BY ANN POCKET ENERGY BAR (3,89 zł/szt.)

Batoniki energetyczne Anny Lewandowskiej są naprawdę bardzo dobre. Cieszę się, że w grudniowym ShinyBoxie znalazł się taki batonik w wersji Kakao&Kokos. Zdjęcia zrobione, więc można go już zjeść.


EXCLUSIVE COSMETICS HYDROŻELOWE PŁATKI POD OCZY Z OLEJEM ARGANOWYM (4,99 zł/op.)

Płatki pod oczy zawsze mile widziane. Według mnie fajnym pomysłem było umieszczenie tego typu płatków w najnowszej edycji pudełka. Przed lub po sylwestrowej nocy będą jak znalazł. Te Exclusive Cosmetics zdobyły Laur Konsumenta 2015, więc powinny być świetne.


ŻEL POD PRYSZNIC BARNANGEN (24,99 zł/400 ml)

W jednej z poprzednich edycji ShinyBoxa pojawił się krem do ciała marki Barnangen, a teraz mamy żel pod prysznic (w boxie XXL dołączony był jeszcze balsam do ciała). Kosmetyki tej marki są bardzo przyjemne, więc fajnie, że trafił się kolejny do wypróbowania. Zapach ma piękny, a jak będzie z działaniem to zobaczymy.


Jestem zdania, że grudniowa edycja pudełka ShinyBox Where the magic happens jest udana. Co prawda o wiele ciekawiej wypada w wersji XXL, ale i w podstawowej trafiły się interesujące produkty.

Macie tą edycję ShinyBoxa? Jakie jest Wasze zdanie o grudniowym pudełku?


Czytaj dalej

28 grudnia 2017

Balsam do ciała w... sprayu? Lirene Azjatycki Lotos


Gdy tylko ujrzałam jeden z produktów Lirene to wiedziałam, że muszę go czym prędzej wypróbować. Ten produkt to balsam do ciała... w sprayu. Brzmi ciekawie, prawda? W dzisiejszym poście przygotowałam recenzję tego kosmetyku. Zapraszam do poczytania.


Jak się domyślacie, balsam umieszczony jest w metalowej butelce z dozownikiem w formie sprayu. Wizualnie przypomina standardowy dezodorant. Po naciśnięciu dozownika następuje charakterystyczne psiknięcie i z opakowania wydobywa się balsam o dosyć wodnistej konsystencji. Niestety kosmetyk nie jest dozowany równomiernie i lubi się rozpryskiwać na boki. Dlatego też lepiej aplikować produkt w łazience, bo w pokoju można pobrudzić meble czy podłogę. Sama forma sprayu jest świetnym pomysłem, ale wymaga jeszcze dopracowania. 
Balsam z Lirene przykuwa uwagę zapachem - pięknym, świeżym, intensywnym. Mogłabym go wąchać bez przerwy. Woń kosmetyku utrzymuje się na skórze dość długo, więc można się nią nacieszyć. Balsam szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Wydawało mi się, że balsam w sprayu będzie niezbyt wydajny, ale okazało się, że wydajność jest całkiem przyzwoita. Jeśli chodzi o działanie to kosmetyk wyraźnie nawilża i odżywia skórę, aczkolwiek efekt jest doraźny. Powiedziałabym, że to taki lekki balsam dla niezbyt wymagającej skóry. Ja aktualnie nie potrzebuję mocnych nawilżaczy, więc dla mnie jest wystarczający. Moim zdaniem balsam w sprayu Lirene Azjatycki Lotos to ciekawy kosmetyk, który warto wypróbować. Jak wspominałam, dopracowania wymaga dozownik produktu, ale poza tym to fajny gadżet, który będzie odpowiednim balsamem do codziennej pielęgnacji niewymagającej skóry ciała.




Używaliście już balsamu do ciała w sprayu z Lirene? Co sądzicie o takiej formie kosmetyku?

Czytaj dalej

Maślane ciasteczka od Kringle Candle, czyli Holiday Cookies

W ciągu ostatnich dni miałam więcej czasu na odpoczynek, toteż częściej oglądałam tv. Na jednym z kanałów trafiłam na program dotyczący błędów lekarskich. Te niestety ciągle zdarzają się zdecydowanie za często. Trzeba pamiętać, że w razie czego można ubiegać się o odszkodowanie za błąd w sztuce medycznej. Pieniądze może nie naprawią w całości poniesionych strat, bo zdrowie ludzkie jest bezcenne, ale chociaż częściowo je zrekompensują.

Już po świętach, więc najwyższy czas na recenzje wosków zapachowych kojarzących się z okresem bożonarodzeniowym. Dziś chciałabym przedstawić Wam moją opinię o produkcie marki Kringle Candle - Holiday Cookies. Jak nazwa wskazuje, wosk ten ma odwzorowywać zapach świątecznych ciasteczek. Czy tak jest? Tego dowiecie się z mojej opinii. Zapraszam do poczytania.


Wosk Holiday Cookies, jak każdy inny marki Kringle Candle, zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z adekwatną do zapachu naklejką na wieczku. Jeśli chodzi o ciastka kojarzące się z okresem Bożego Narodzenia to mnie na myśl przychodzą właściwie tylko pierniki. Jednakże, okazuje się, że zapach Holiday Cookies nie ma nic wspólnego z piernikami. Ten wosk ma aromat ciasteczek maślanych z waniliową nutą, polanych słodkim lukrem. Kompozycja jest pełna maślano-cukrowej słodyczy. Na szczęście nie jest ona mdła. Wosk ma średnią intensywność - jest wyraźnie wyczuwalny w pomieszczeniu już po kilku minutach palenia, ale nie męczy.
Zapach jest według mnie bardzo podobny do Christmas Cookie konkurencyjnej marki - Yankee Candle. Jeśli, więc znacie i lubicie ten Yankee Candle, to propozycja marki Kringle Candle też powinna Wam się spodobać. Ja lubię ciasteczkowe wonie, toteż polubiłam ten wosk.


Holiday Cookies zarówno w formie wosku, jak i daylighta lub świecy możecie kupić w sklepie Goodies. Cena wosku to 12 zł/35 g.



Czytaj dalej

Zamówienie z BonPrix - swetry, legginsy, jeansy

Jakiś czas temu zamówiłam kilka rzeczy z BonPrix. Długo zbierałam się z pokazaniem ich na blogu, ponieważ część zamówienia była na mnie za duża pomimo zamówienia najmniejszych rozmiarów. Ta część to ubrania ciążowe, więc liczyłam, że z czasem będą dobre. Teraz jestem już w ostatnim tygodniu ciąży, toteż i je mogę trafnie ocenić. Przejdźmy zatem do prezentacji poszczególnych rzeczy z mojego zamówienia i moich wrażeń odnośnie ich.


Mój hit z tego zamówienia z BonPrix. Sweter ma wspaniały fason. Jest on odpowiedniej długości i szerokości. Pasuje do wielu stylizacji. Prałam go już kilka razy i nic mu się nie dzieje. Nie kurczy się, nie odkształca. Materiał, z którego wykonano sweter nie kosmaci się. Sweter dobrze trzyma ciepło, ale jednocześnie jest przewiewny i nie jest w nim za gorąco.


Bardzo ciepły sweter, idealny zwłaszcza na zimę. Jesienią było mi w nim za gorąco i nosiłam go tylko w bardzo chłodne dni. Sweter wykonany jest z materiału o grubym splocie. Ma niewielki dekolt. Fason jest luźny, nie przylega do ciała, a długość jest średnia. Sweter należy do rozciągliwych, ale obecnie jest dla mnie za krótki na brzuchu ;) Po ciąży na pewno wrócę do jego noszenia, bo wizualnie bardzo mi się podoba i przede wszystkim jest cieplutki.


Niestety pomimo wyboru najmniejszego rozmiaru legginsy okazały się na mnie za duże. Dopiero teraz, pod sam koniec ciąży są w miarę dopasowane. Legginsy są wykonane z elastycznego materiału. Nie obciskają skóry i są bardzo rozciągliwe. Dają pełne krycie, nie prześwitują. Można je nosić na dwa sposoby: z pasem naciągniętym na brzuch lub zawiniętym pod brzuch.



Tu też zdecydowałam się na najmniejszy rozmiar, który w rzeczywistości okazał się nieszczególnie mały. Z pewnością nie są to spodnie typu skinny, chociaż takie miały być. Nogawki są zwężane, ale jednak w łydkach odstają. Spodnie są wygodne, nigdzie nie uciskają. Jednakże jako zwolenniczka opiętych spodni nie jestem z nich do końca zadowolona.


Robicie zakupy w BonPrix? Co sądzicie o moim zamówieniu?



Czytaj dalej

Hydrożelowe płatki pod oczy - szybka poprawa skóry przed sylwestrowym szaleństwem


Wielkimi krokami zbliża się Nowy Rok, ale zanim nadejdzie to czeka nas jeszcze sylwestrowa noc. Bale, prywatki i inne imprezy do białego rana. Przed całonocnym szaleństwem warto szczególnie zadbać o skórę, żeby w ciągu nocy nie wyglądała na przemęczoną. Niezwykle ważne są zwłaszcza obszary wokół oczu. Cieni, opuchnięć czy zmarszczek nie zakryje do końca nawet najbardziej staranny makijaż. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją płatków pod oczy marki Efektima, które mają być pomocnikami w uzyskaniu pięknej skóry pod oczami.


WHITE-COMPRESS hydrożelowe płatki pod oczy rozjaśniające cienie i sińce

Zadaniem płatków w tej wersji jest rozjaśnianie cieni i sińców pod oczami, jak również wygładzenie zmarszczek. W składzie znajdziemy ekstrakt z mleka, witaminy C, E i B3, alantoinę, hydrolizowane proteiny soi, ekstrakt z alg, kwas hialuronowy, ekstrakt z pestek winogron oraz różany olejek eteryczny. Ta wersja zainteresowała mnie najbardziej, więc użyłam jej w pierwszej kolejności. Niestety płatki nie sprawdziły się tak jakbym tego oczekiwała. Po ich zastosowaniu skóra pod oczami zyskała na nawilżeniu, ale nie zauważyłam rozjaśnienia cieni, a głównie na to liczyłam. Płatki mają delikatny zapach.


WINE-THERAPY hydrożelowe płatki pod oczy na bazie ekstraktu z czerwonego wina

Kolejne płatki opierają się na ekstrakcie z czerwonego wina, kwasie hialuronowym, witaminach E, C i B3, wyciągu z nasion czerwonych winogron, proteinach soi i ekstrakcie z alg. Ich rolą jest rozjaśnienie cieni pod oczami, korekcja drobnych zmarszczek oraz zapobieganie powstawaniu nowych. W tych płatkach wyczuwam zapach winogron. Lubię winogronowe nuty w kosmetykach, więc podoba mi się, że są one obecne i w tych płatkach. Podoba mi się też to, że ta wersja płatków Efektima faktycznie daje znaczną poprawę stanu skóry pod oczami. Po 20 minutach noszenia płatków cienie rzeczywiście zdają się być jaśniejsze i mniej widoczne. Zmarszczek pod oczami na szczęście nie posiadam, więc tej kwestii nie ocenię. Z cieniami mam problem odkąd pamiętam, więc bardzo cieszy mnie efekt rozjaśnienia. Nie jest on jakiś super trwały, raczej kilkudniowy, ale przy systematycznym stosowaniu płatków może być już tylko lepiej.


HIALU-LIFT hydrożelowe płatki pod oczy

Ta wersja ma korygować zmarszczki, zmniejszać cienie i opuchliznę oraz poprawiać wygląd skóry wokół oczu. Zawiera złoto, kwas hialuronowy, proteiny soi, witaminy E, C, B3, beta-glukan, alantoinę, heparynę, ekstrakt z alg, ekstrakt z winogron, olejek z kwiatów róży i D-panthenol. Płatki są w kolorze złotym i są pozbawione zapachu. Nałożone dają uczucie odprężenia skóry. Nie odpadają samoistnie w trakcie zabiegu. Po zdjęciu płatków skóra pod oczami jest wyraźnie nawilżona, odżywiona i bardziej napięta, a także rozświetlona. Powiedziałabym, że jest to efekt tzw. bankietowy, czyli doraźny. Po kilku dniach skóra wraca do wcześniejszego stanu. Jeśli płatki będziemy stosować regularnie tj. 2 razy w tygodniu, tak jak zaleca producent to z pewnością efekt będzie się utrzymywał.


To tak jeszcze słowem podsumowania. Wersja White-Compress sprawdzi się u osób szukających jedynie dobrego nawilżenia skóry pod oczami. Wine-Theraphy to mój faworyt spośród wypróbowanych płatków z Efektimy. Znacznie zmniejsza cienie a ponadto nawilża skórę. Wersja Hialu-Lift to taka bomba nawilżająco-odżywcza. Polecałabym ją szczególnie osobom borykającym się z przesuszeniami obszaru pod oczami. 

Koszt jednego opakowania płatków, które wystarcza na jedno użycie to ok. 5 zł. Według mnie to przystępna cena. Przed sylwestrową nocą takie płatki będą świetną dawką dobroczynnych substancji dla skóry pod oczami. Można je kupić np. w Rossmannie.


Używaliście już tego typu płatków? Jak zamierzacie spędzić sylwestrową noc?

Czytaj dalej

26 grudnia 2017

Dermedic Antipersp C - antyperspirant, który opóźnia konieczność depilacji?


Po udanej przygodzie z antyperspirantem Dermedic Antipersp R postanowiłam wypróbować kolejną wersję. Padło na Antipersp C, który oprócz blokowania nadmiernego wydzielania potu i ochrony przed nieprzyjemnym zapachem ma opóźniać konieczność depilacji. Jest to antyperspirant w kulce przeznaczony do skóry wrażliwej. Testowałam go od ponad miesiąca, więc pora na recenzję.


Antyperspirant Dermedic Antipersp C rzeczywiście ogranicza wydzielanie potu i chroni przed brzydkim zapachem przez cały dzień. Po aplikacji szybko się wchłania i nie lepi się. Nie pozostawia plam na ubraniach. Ma przyjemny słodki zapach, który jest wyraźnie wyczuwalny, ale nie przytłacza i nie koliduje z perfumami. Ta wersja antyperspirantu z Dermedic miała opóźniać konieczność depilacji. Ja nie zauważyłam takiego efektu. Uważam, że tempo odrostu włosków jest indywidualne u każdego i nie sądzę, żeby zmienił to jakiś kosmetyk. Za to antyperspirant sprawdza się PO depilacji. Nie podrażnia ani nie szczypie. Regularnie stosowany nie zapycha skóry pod pachami, co często zdarza się różnym produktom blokującym wydzielanie potu. Kosmetyk Antipersp C stosowałam w okresie jesienno-zimowym, więc nie mam doświadczenia z nim w trakcie upałów. Wydaje mi się, że sezon grzewczy też sprzyja potliwości, toteż patrząc na to można powiedzieć, że i na upałach da radę. To jednak tylko przypuszczenia. Antyperspirant Dermedic ma jeden minus, bardziej techniczny. Moim zdaniem kulka dozuje trochę za dużo produktu. Sam antyperspirant jest bardzo wydajny, ale jednak nie ma potrzeby aplikować go za wiele. Poza tym raczej nie ma się do czego przyczepić. No chyba, że ktoś faktycznie liczy na opóźnienie konieczności depilacji to może się trochę rozczarować. Ja traktowałam tą właściwość nieco z przymrużeniem oka. Jeśli chodzi o całokształt produktu to uważam, że to dobry kosmetyk. Działa tak jak antyperspirant działać powinien, a poza tym ma ładny zapach. Myślałam, że to będzie króciutka opinia, a jednak trochę się rozpisałam. Antyperspirant Dermedic Antipersp C można kupić w aptekach. Kosztuje ok. 20-30 zł.



Lubicie produkty marki Dermedic? Stosowaliście ten antyperspirant? Co o nim sądzicie?


Czytaj dalej

23 grudnia 2017

Mój ulubieniec: mineralny bronzer i róż Lirene Shiny Touch


W tym wpisie chciałabym przedstawić Wam jeden z moich ulubionych kosmetyków kolorowych w ostatnim czasie. Jest to mineralny bronzer i róż Lirene Shiny Touch.


Produkt umieszczony jest w plastikowym puzderku z przezroczystym wieczkiem. Opakowanie jest zamykane na zatrzask. Już przez wieczko widać pięknie żłobioną strukturę kosmetyku. Wygląda to moim zdaniem zdecydowanie lepiej niż zwykły prasowany produkt. Po otworzeniu do nosa dociera wspaniały zapach różo-bronzera. To chyba najpiękniej pachnący kosmetyk kolorowy z jakim miałam do czynienia. Aż teraz, pisząc recenzję, postanowiłam go powąchać. Zapach jest cudowny i oby więcej takiej wspaniale pachnącej kolorówki. Kosmetyk z Lirene ma bardzo dobrą pigmentację i satynowe wykończenie. Dotyczy to zarówno bronzera, jak i różu. Obydwa są prasowane, ale ich konsystencja jest jakby wilgotna, przez co ładnie łapią się do pędzla i nie osypują się przy nakładaniu na twarz. Idealnie sprawdzają się do codziennych makijażów. Są trwałe i nie ścierają się ze skóry w ciągu dnia. Po wypróbowaniu różu i bronzera ShinyTouch ogromnie kusi mnie też rozświetlacz. Co prawda rozświetlaczy mam na pęczki, ale po prostu muszę mieć jeszcze ten z Lirene. Mam nadzieję, że też okaże się takim cudem.



A Wy poznaliście już ten produkt? Lubicie gdy kosmetyki kolorowe ładnie pachną?


Czytaj dalej

22 grudnia 2017

Żel + oliwka pod prysznic Lirene Bawełna


Żele pod prysznic o świeżych, kremowych aromatach często goszczą w mojej łazience. To uniwersalne zapachy, dobre na każdą porę roku. Jakiś czas temu trafił do mnie żel + oliwka pod prysznic Bawełna z Lirene idealnie wpasowujący się w taką gamę zapachową. Dzisiaj chciałabym przedstawić swoją opinię o tym kosmetyku.


Produkt umieszczony jest w wysokiej, smukłej butelce z zamykaniem na klik, charakterystycznej dla żeli pod prysznic Lirene. Ma średniej gęstości konsystencję, żelową ale z wyczuwalnym dodatkiem oliwki. Kosmetyk dobrze się pieni wytwarzając kremową pianę. Żel dokładnie oczyszcza skórę, ale jej nie przesusza. Pozostawia na ciele delikatną, nietłustą warstwę ochronną. Jeśli chodzi o działanie to jestem naprawdę zadowolona. Po myciu nie ma konieczności stosowania dodatkowo balsamu nawilżającego (chociaż ja i tak staram się go nakładać). Co do wydajności to moim zdaniem jest przeciętna. Natomiast mnie najbardziej urzeka w tym żelu to, że po jego zastosowaniu zapach produktu bardzo długo utrzymuje się na skórze. Jest to świeża bawełniana woń potęgująca uczucie czystej skóry. Jak wspominałam na początku posta, uwielbiam takie aromaty.


Podsumowując, żel + oliwka pod prysznic Lirene Bawełna to pięknie pachnący kosmetyk, który dobrze oczyszcza skórę i zabezpiecza ją przed utratą wody. Opakowanie produktu o pojemności 250 ml kosztuje kilka złotych. Moim zdaniem ten kosmetyk jest warty wypróbowania. Polecam.


Lubicie kosmetyki do mycia ciała z Lirene? A może używaliście już tego żelu z dodatkiem oliwki? Jak wrażenia?


Czytaj dalej

Ciekawe miejsca w sieci: ApyNews

Krzykliwe tytuły artykułów, które po wgłębieniu się w treść nie mają z nią nic wspólnego to nie dla mnie. Niestety na popularnych portalach z wiadomościami 99% to właśnie tego typu wpisy. Dlatego raczej staram się omijać te miejsca w sieci. Jest wiele innych stron, które potrafią przyciągnąć treścią, poruszają ważne wydarzenia i opisują je w interesujący sposób. Niedawno odkryłam jedną z takich stron - ApyNews.pl


Artykuły na niej umieszczane koncentrują się na kilku kategoriach takich jak: e-sport, gaming, rozrywka, Internet, quizy i świat.

W kategorii e-sport apynews.pl/category/e-sport znajdziemy szereg wpisów dotyczących właśnie sportu elektronicznego. E-sport to nic innego jak forma rywalizacji sportowej, w której przedmiotem zainteresowania zawodników są gry komputerowe. Ta dziedzina jest coraz popularniejsza i z pewnością będzie się rozrastać ze względu na ciągły rozwój technologiczny.

Zakładka gaming skupia się wokół świata wirtualnego, przede wszystkim gier. Możemy w niej poczytać o nowych grach, różnego rodzaju aktualizacjach, ciekawych ofertach sklepów mających w asortymencie gry komputerowe czy ulepszeniach sprzętu elektronicznego np. konsol do gier.

Kolejna kategoria to rozrywka. Zaglądając do niej można poznać mnóstwo ciekawych rzeczy. Rozrywka to szerokie pojęcie, więc i zakres tematów poruszanych w tym dziale jest ogromny. Nie będę wymieniać wszystkiego lecz powiem tylko, że jeśli np. jesteście fanami popularnych seriali i Netflixa to z pewnością zainteresuje Was ta zakładka.

Kategoria Internet, jak się domyślacie, dotyczy wszystkiego co dzieje się w sieci. Jednym z najnowszych artykułów jest wpis dotyczący najpopularniejszych wyszukiwań Google w 2017 roku. Inny porusza temat reklam na Messengerze. 

W dziale quizy można sprawdzić swoją wiedzę na temat popularnych youtuberów. Jeżeli śledzicie ich poczynania w sieci to myślę, że takie quizy będą dla Was naprawdę ciekawe.

Ostatnia zakładka, czyli świat skupia interesujące wydarzenia ze świata. Nie są to newsy wyciągnięte z tabloidów lecz interesujące wiadomości dotyczące głównie takiego połączenia życia codziennego z technologią. 

Przybliżyłam Wam pokrótce co ciekawego znajduje się na portalu ApyNews. Jeśli choć trochę interesujecie się taką tematyką to koniecznie zerknijcie na tą stronę. Wiedza o chociażby najpopularniejszych wyszukiwaniach Google w 2017 roku może być fajnym tematem do rozmów przy świątecznym stole. W końcu nie zawsze trzeba poruszać nieśmiertelny temat polityki, który zazwyczaj wzbudza mnóstwo negatywnych emocji ;)


Znacie portal ApyNews? Lubicie czytać o nowinkach z takich dziedzin?


Czytaj dalej

21 grudnia 2017

Anielska słodycz, czyli Yankee Candle Angel's Wings

W kolejce do zrecenzowania na moim blogu czeka kilka zapachów z zimowych kolekcji. Dzisiaj czas na opinię o jednym z nich - wosku Angel's Wings marki Yankee Candle. Pochodzi on z zimowej kolekcji, jeszcze z roku... 2014. Zapraszam do poczytania o tym zapachu :) 


Angel's Wings to mój ulubiony zapach Yankee Candle z zimowych kolekcji, chociaż pod względem aromatu bardziej kojarzy mi się z latem. Jest to bardzo słodka kompozycja, ale nie mdląca. Wyraźnie wyczuwalne są tutaj dwie nuty przewodnie: wanilia i wata cukrowa. Okazuje się, że taka kumulacja słodyczy jest przyjemna dla nosa i nie przytłacza; idealnie odwzorowuje zapach lodów waniliowych. Po chwili palenia pojawia się delikatna i świeża woń kwiatów, która przełamuje słodkie akordy, a całość zaczyna trochę przypominać perfumy. Wosk Angel's Wings należy do intensywnych, mocno pachnie nawet na sucho, przez folię. W kominku wystarczy palić go zaledwie kilka chwil, aby przez długi czas cieszyć się miłym zapachem. Jak już wspominałam, bardzo lubię tą kompozycję marki Yankee Candle. Polecam ten zapach wszystkim miłośnikom słodkich woni.


Wosk Yankee Candle Angel's Wings można kupić w sklepie Goodies.pl. Kosztuje 8 zł/22 g. Wosk wystarcza na około 8 godzin palenia.


Aromaterapia, czyli wykorzystywanie zapachów do poprawy samopoczucia jest bardzo popularna. Na różne przypadłości zdrowotne zaś warto zastosować magnetoterapię. To metoda leczenia bazująca na oddziaływaniu polem elektromagnetycznym i energią elektryczną. Pomaga wyleczyć szereg schorzeń takich jak np. rwa kulszowa. Urządzenia wykorzystujące magnetoterapię oferuje firma biomag.pl. Na stronie możecie dowiedzieć się więcej o tego typu leczeniu.

Znacie zapach Angel's Wings? Lubicie go?



Czytaj dalej