28 lutego 2017

Jak szybko wybielić zęby? Kuracja 14-dniowa MaxWhite 3D White Teeth System

W zeszłym tygodniu rozpoczęłam nowy semestr na uczelni, co przełożyło się na moją mizerną aktywność na blogu. Na szczęście powoli wszystko się reguluje i mogę wracać do systematycznego pisania. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pasków wybielających MaxWhite 3D White Teeth System. Środki wybielające zęby nie są mi obce, ale produktu w formie pasków miałam okazję używać po raz pierwszy.


Przede wszystkim ta forma okazała się baaardzo wygodna. Każda saszetka zawiera dwa paski - po jednym na górne i dolne zęby. Paski umieszczone są na plastikowej folii podkładowej. Aby zaaplikować pasek na zęby delikatnie ściągamy go z folii chwytając za krawędzie, a następnie przykładamy do zębów i dociskamy. Pasek świetnie dopasowuje się do zębów i po nałożeniu jest niemalże niewidoczny. Nie powoduje trudności w mówieniu ani przełykaniu śliny. Paski należy trzymać na zębach około 30 minut. Po tym czasie zdejmujemy je i wyrzucamy, a z zębów usuwamy resztki żelu. Tutaj w moim przypadku nie było na początku już tak kolorowo, bo żel tak dobrze trzymał się zębów, że ciężko było mi go usunąć nawet bardzo ciepłą wodą. Z problemem poradziłam sobie namaczając pasek wodą przed zdjęciem - wtedy na zębach pozostawała minimalna ilość żelu, którą usunąć było już łatwo. 


Na koniec to co najbardziej interesujące, czyli działanie. Muszę przyznać, że paski naprawdę świetnie wybielają zęby, a efekt widoczny jest już po jednorazowej aplikacji. Niestety u mnie efekt wybielania jest raczej doraźny, bo zimą piję dużo czarnej herbaty, która tworzy osad na zębach. Niemniej jednak dzięki paskom MaxWhite 3D White Teeth System moje zęby, pomimo picia dużych ilości czarnej herbaty, wyglądają naprawdę dobrze. Paski faktycznie działają i dają szybkie efekty. Do pasków dołączona jest skala, dzięki której można sprawdzać, czy zęby stają się bielsze. Co ważne - paski nie podrażniają dziąseł i ogólnie nie powodują żadnego dyskomfortu. Jeśli szukacie produktu, który faktycznie wybiela zęby w szybkim czasie to bardzo polecam Wam te paski.

Kuracja na 14 dni kosztuje 39,60 zł i możecie kupić ją tutaj: KLIK.




Czytaj dalej

24 lutego 2017

Openbox: lutowe pudełko ShinyBox Winter Spa

Wczoraj trafił do mnie najnowszy ShinyBox Winter Spa. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam zawartość tego pudełka. Produktów jest naprawdę sporo, więc bez przedłużania przechodzę do ich przedstawienia.


Standardowo zaczynam od prezentacji produktu, który najbardziej mnie zainteresował. W ShinyBox Winter Spa jest to maska do włosów farbowanych IT SALONE MILANO. Mam nadzieję, że się sprawdzi, bo zapowiada się zachęcająco. Opakowanie maski o pojemności 250 ml kosztuje 29,99 zł.


Kolejnym produktem, który szczególnie przykuł moją uwagę jest krem do pielęgnacji biustu MAMA'S. Skóra biustu jest często pomijana w pielęgnacji, a przecież też wymaga nawilżenia i odżywienia. Zobaczymy jak spisze się ten produkt. Cena to od 35 zł/150 ml. W pudełku Winter Spa znalazła się wersja 50 ml. 


Żel pod prysznic Green Pharmacy to następny kosmetyk z lutowego pudełka. Dostałam wersję zielona kawa & masło shea. Wolałabym drugą - oliwki i mleczko ryżowe, ale cóż. Tak to już jest z pudełkami tego typu. Niemniej jednak chętnie wypróbuję taki żel. Cena za 500 ml to ok. 9 zł.


W Winter Spa pojawił się też korektor pod oczy marki Pixie Cosmetics. Niestety, na teraz się nie nada, bo jest dla mnie za ciemny. Może sprawdzi się latem. Cena za opakowanie to ok. 48 zł.


Ucieszyłam się za to z maseczek do twarzy AA Beauty Bar. Są dwie: kremowa maska nawilżająca oraz maska węglowa oczyszczająca. Jutro zrobię test węglowej. Cena za jedną maseczkę (8 ml) to ok. 3 zł.


Musujące kulki do kąpieli stóp Delia to produkt z pudełka Winter Spa, który perfekcyjnie pasuje do zamysłu tej edycji pudełka ShinyBox, czyli właśnie spa. Jutro zamierzam zrobić nowy pedicure, więc kąpiel z musującymi kulkami będzie jak znalazł. Opakowanie mieszczące 12 sztuk kulek kosztuje ok. 7,60 zł.


Lutowe pudełko ShinyBox skrywało również kosmetyk VisPlantis - peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka. Mnie trafiła się wersja odżywcza. Koniec zimy to czas kiedy staram się porządnie oczyścić skórę z martwego naskórka, który kumulował się pod grubymi ubraniami, więc każdy peeling do ciała się przyda. Ten Vis Plantis kosztuje ok. 14,99 zł za 200 ml.


W pudełku znalazło się też coś na słodko - ciastko owsiane Consonni z czekoladą. Długo nie przerwało, bo zjadłam je zaraz po zrobieniu zdjęcia. Było pyszne. Po prostu. Cena za 200 g takich ciastek wynosi 10,50 zł. Jedno ciastko waży 25 g.


Z jedzeniowych rzeczy w lutowym ShinyBox znalazła się także saszetka herbaty Cupandyou. Mnie trafiła się wersja orzechowa. Jeszcze dziś ją wypróbuję. Cena 12 saszetek to 39 zł.


Produktem dodatkowym, który bardzo mnie ucieszył jest maska rozświetlająca Mincer Pharma. Bardzo ciekawią mnie kosmetyki tej marki, więc z przyjemnością wypróbuję. Cena za opakowanie o pojemności 75 ml to ok. 17 zł.


Do pudełka dorzucono też kosmetyczną niespodziankę - u mnie jest to Alpha-H Liquid Gold Intensywny preparat odbudowujący o pojemności 5 ml. Zobaczymy co to za cudeńko, podobno to bestseller. Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 100 ml kosztuje ok. 160 zł.

Nie zabrakło też zachęcającej próbki - odbudowującego kremu z witaminą C marki Farmona. Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 50 ml kosztuje ok. 36 zł.
W tym miesiącu, oprócz podstawowego pudełka ShinyBox otrzymałam dodatkowe drugie pudełko z kosmetykami dla Ambasadorek. Są to produkty Elfa Pharm z trzech serii.


Pierwszy kosmetyk to serum odmładzające z filtratem ze śluzu ślimaka z serii Vis Plantis. Interesujący produkt z całkiem przyzwoitym składem. Cena za opakowanie o pojemności 30 ml to ok. 40 zł.


Następny produkt to krem do stóp kojący przeciw pęknięciom Green Pharmacy. O dziwo tej zimy nie narzekam na suchą skórę stóp, ale kremów do stóp nigdy nie za wiele. Krem GP zawiera olejek z orzechów włoskich i ekstrakt z babki szerokolistnej. Cena takiego kremu to ok. 5 zł za 75 ml (50 + 25 gratis).


Kolejny kosmetyk to mój faworyt z pudełka dla Ambasadorek - balsam do ciała orzeźwiający O'Herbal o zapachu werbeny. Uwielbiam werbenę, więc balsam zaraz pójdzie w ruch. Cena balsamu to ok. 22,50 zł za 500 ml.


Na koniec ziołowy śmierdziuszek do włosów, czyli maska wzmacniająca włosy O'Herbal z ekstraktem z korzenia tataraku. Zapach ma naprawdę specyficzny, mocno ziołowy. Szczerze mówiąc to nie wiem czy się polubimy, bo trochę drażni mnie ten aromat, ale z drugiej strony przemawia do mnie jej skład i może sprawdzić się pod względem działania na moich włosach. Maska kosztuje ok. 22,50 zł za 500 ml.

Uff, przebrnęłam przez wszystko. Muszę przyznać, że coraz lepsze są te pudełka ShinyBox. Naprawdę warto zamówić subskrypcję. Zabieram się za testowanie wszystkiego po kolei (oprócz ciastka, bo ono już oczywiście wypróbowane) i wkrótce podzielę się z Wami moimi wrażeniami odnośnie poszczególnych produktów.


Macie pudełko Winter Spa? Jaki produkt najbardziej przypadł Wam do gustu?




Czytaj dalej

O maskach do twarzy w płatach NC Face Line by Nails Company

Dopiero była jesień, a już mamy prawie koniec zimy. Nim się obejrzymy to będzie lato i wakacje. Luty i marzec to odpowiedni czas na zaplanowanie wakacyjnego wyjazdu. Jeśli macie dzieci to zapewne chętnie posyłacie je na letnie obozy, na których mogą poznać nowych kolegów i koleżanki oraz aktywnie spędzić wakacyjny czas. Jeżeli i w tym roku planujecie wysłać swoje dzieci na obóz czy kolonię to koniecznie zerknijcie na ofertę renomowanej firmy http://www.jaworzyna.com.pl/. Korzystając z jej usług macie pewność, że Wasze dzieci spędzą dobrze czas pod opieką wykwalifikowanych opiekunów. A Wy w tym czasie możecie odpocząć czy sami wybrać się na jakąś choćby krótką wycieczkę. Planowanie wakacyjnych wojaży w zimowych miesiącach to także super opcja na poprawę humoru - gdy już mamy dość zimna, możemy chociaż na chwilę przenieść się myślami w ciepłe miejsca.

Jesień i zima to także czas kiedy systematycznie używam maseczek do twarzy. Przez te dwie pory roku na co dzień noszę zwykle cięższy make-up niż wiosną i latem, toteż skóra wymaga szczególnego oczyszczania, złuszczania i nawilżania. Dzisiaj chciałam omówić dwie maski w płatach NC Face Line by Nails Company, które wypróbowałam w ostatnim czasie.


Obydwie maski mają delikatne, świeże zapachy. Maski są bardzo dobrze nasączone, nie wysychają na twarzy. Płaty podzielone są na dwie części przeznaczone do twarzy i podbródka. Obydwie części mają otwory, które można naciągnąć na uszy. To bardzo fajne rozwiązanie, bo dzięki niemu maska świetnie dolega do skóry i można bez przeszkód wykonywać różne inne czynności w trakcie jej noszenia. Nie da się tylko jeść, bo maska tak dobrze przylega do skóry, że ciężko otworzyć szerzej usta :) 

Producent zaleca trzymanie maski na twarzy przez 20-30 minut. Jest to bardzo relaksujący zabieg, więc czas upływa bardzo szybko.


Wersja Hyaluronic Q10 Complex to według mnie wersja typowo nawilżająca. Użyłam jej kiedy miałam przesuszoną skórę po kilku dniach okrojonej pielęgnacji. Bardzo dobrze długotrwale nawilżyła cerę i dodała jej blasku. Nie podrażniła, nie zapchała.


Wersja Anti-aging ukierunkowana jest na działanie przeciwzmarszczkowe. Ja zmarszczek jeszcze na szczęście nie posiadam, toteż ciężko mi mówić tu o jakiś efektach. Mogę jednak powiedzieć, że maska bardzo fajnie naprężyła skórę i nawilżyła ją. Spodobał mi się ten efekt naprężenia skóry. Z natury mam "luźną" skórę na twarzy, więc dla mnie takie naprężenie jak najbardziej pożądane. 

Maski można kupić np. online. Cena jednej maseczki to 15 zł.

 


Mieliście już okazję wypróbować którąś z tych maseczek? Jak wrażenia?


Czytaj dalej

Malinowy mus do ciała z Nacomi


Znowu skumulowały mi się kosmetyki, o których chciałabym Wam napisać. Jednym z nich jest malinowy mus do ciała z Nacomi. To właśnie jemu poświęcony będzie dzisiejszy wpis. Jeśli jesteście ciekawi tego musu to zapraszam do poczytania.


Pierwsze co, to jestem zachwycona konsystencją kosmetyku. Daje ona wrażenie lekkości, łatwo się aplikuje na skórę i szybko wchłania. Produkt nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Nawilżenie i odżywienie, jakie przynosi kosmetyk, jest długotrwałe. W sezonie zimowym moja skóra jest dosyć wymagająca, a mus Nacomi naprawdę rewelacyjnie spisuje się w jej pielęgnacji.

Oprócz standardowej domowej pielęgnacji zimą warto skusić na profesjonalne zabiegi pielęgnacyjne. Zima to świetny czas na wszelkiego rodzaju peelingi chemiczne, depilacje laserowe, zamykanie naczynek oraz szereg innych zabiegów, jakie w ofercie ma gabinet medycyny estetycznej i kosmetologii http://www.esteti-med.pl/. Wkrótce nadejdzie wiosna, a z pewnością dobrze byłoby powitać ją z piękną skórą.


W kwestii wydajności mogę powiedzieć, że produkt odznacza się dosyć dobrą wydajnością. Na jedno użycie na całe ciało wystarczają ok. 2 łyżki musu. To według mnie dobry wynik.


Kosmetyk charakteryzuje się mocnym, słodkim aromatem. Pachnie jak syrop malinowy. Dla mnie trochę za słodko, ale ja ogólnie nie jestem zwolenniczką słodkich nut zapachowych w kosmetykach pielęgnacyjnych. Dla wielbicieli malinowych produktów będzie idealny. 


Opakowanie to plastikowy słoiczek z metalową nakrętką. Bardzo wygodna forma, pozwalająca do samego dna zużyć kosmetyk. Szata graficzna utrzymana jest w odcieniach różu. 

Jeśli szukacie dobrego kosmetyku odżywczego do ciała o słodkim, owocowym aromacie to polecam Wam wypróbować ten malinowy mus z Nacomi. Możecie go kupić np. w sklepie internetowym marki. Kosztuje ok. 25 zł/150 ml.


Mieliście już okazję używać tego musu? A może próbowaliście innej wersji zapachowej?




Czytaj dalej

21 lutego 2017

O dwóch kremach Floslek: BB i Blur - efekt Photoshopa w tubkach


Z nowym rokiem pojawiło się u mnie mnóstwo planów. Przez styczeń i luty jeszcze je weryfikowałam, zmieniałam, dodawałam. Jednym z moich planów na ten rok jest założenie aparatu ortodontycznego. Najbardziej przemawiają do mnie aparaty lingwalne takie jak oferuje certyfikowany gabinet techniki lingwalnej http://www.orto-magic.eu/, które co prawda są droższe od standardowych ale przynoszą szybsze efekty leczenia i przede wszystkim są praktycznie niewidoczne podczas noszenia. Mam nadzieję, że uda mi się zrelizować plan z aparatem, bo o ile niedoskonałości cery można zakryć kremem BB, blur czy podkładem to niedoskonałości zębów skorygować może tylko aparat.

W styczniu trafiły do mnie dwie ciekawe nowości marki Floslek z linii Skin Care Expert All-Day. Są to krem upiększający Blur oraz krem multifunkcyjny BB. Oprócz nich w skład serii wchodzą: serum rozświetlające Pearls oraz baza wygładzająca Soft Touch. W produktach zastosowano innowację: Selfie effect technology - formułę, która ma optycznie korygować niedoskonałości i sprawiać, że skóra będzie wyglądała nieskazitelnie. Producent adresuje tą linię kosmetyków dla kobiet aktywnych, które od rana chcą wyglądać świeżo i atrakcyjnie. Brzmi kusząco. Produkty mają zapewnić cerze odpowiednią dzienną pielęgnację, nawilżenie (również wrażliwej skóry), wygładzenie i ochronę ANTI-POLLUTION przed promieniowaniem UV, klimatyzacją, stresem, zanieczyszczonym powietrzem. Muszę przyznać, że seria bardzo mnie zaciekawiła, toteż musiałam wypróbować te nowości. Jak już pisałam, mam w posiadaniu krem Blur i krem BB. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją opinią odnośnie tych kremów.



Zaczniemy od multifunkcyjnego kremu BB. Trochę obawiałam się, że jak przy większości kremów BB polskiej produkcji odcień będzie za ciemny do mojej bladej w zimie cery. Niestety moje obawy okazały się słuszne. Krem BB jest dosyć ciemny, ale nie wpada w nienaturalne pomarańczowe tony. Co prawa nałożony na skórę wchłania się wyrównując jej koloryt, ale jednak dla mnie jest ciut za ciemny i trochę się przez to odznacza na twarzy nazbyt ją przyciemniając. Krem daje całkiem dobre krycie niedoskonałości, ładnie odbija światło dodając cerze blasku i faktycznie optycznie poprawia jej wygląd. Kosmetyk zapewnia optymalne nawilżenie skóry twarzy w ciągu dnia. Jest wydajny i ładnie pachnie. Na twarzy utrzymuje się bez większych uszczerbków przez cały dzień. Nie ściera się, nie znika, nie oksyduje. Posiada filtr SPF15. Krem umieszczony jest w miękkiej plastikowej tubce o pojemności 50 ml. Podsumowując krótko: krem BB jest godny uwagi ze względu na swoje działanie, ale nie polecam go do bardzo jasnych cer.



Drugi produkt to krem upiększający Blur. Kosmetyk ma lekką, aksamitną konsystencję, przez co szybko się wchłania pozostawiając cerę wygładzoną i przyjemną w dotyku. Daje efekt rozświetlenia skóry. Stanowi bardzo dobrą bazę pod makijaż. Ma delikatny, przyjemny zapach. Bardzo dobrze nawilża i odświeża cerę. Nie zapycha ani nie podrażnia. Doskonale odbija światło, przez co cera wygląda naprawdę nieskazitelnie. Efekt jest znacznie lepszy niż w przypadku kremu BB omawianego powyżej. Na całą twarz wystarcza niewielka ilość kosmetyku, co czyni go wydajnym. Krem Blur świetnie sprawdza się również, gdy np. zostajemy cały dzień w domu i nie chcemy robić pełnego makijażu a jednocześnie wyglądać dobrze. Wystarczy nałożyć na cerę ten krem i skóra od razu wygląda lepiej. Krem Blur, tak samo jak BB, umieszczony jest w tubce o pojemności 50 ml. Bardzo polecam ten kosmetyk, bo naprawdę dobrze wpływa na stan cery (optymalne nawilżenie) oraz na jej wygląd (wygładzenie, rozświetlenie).


Nie sposób nie wspomnieć, że produkty Floslek z serii Skin Care Expert All-Day mają przepiękne, eleganckie opakowania utrzymane w biało-złotej kolorystyce z różowymi dodatkami. Są naprawdę cudne, dopracowane i ciężko oderwać od nich wzrok. 


Kremy można dostać np. online w sklepie producenta oraz w różnych drogeriach kosmetycznych. Krem BB kosztuje ok. 29 zł/50 ml, a krem upiększający Blur również ok. 29 zł/50 ml.


Słyszeliście o serii Skin Care Expert All-Day marki Floslek? A może już mieliście okazję wypróbować któryś z tych kosmetyków?



Czytaj dalej

19 lutego 2017

Termometr 2w1: Diagnosis NC300

Zima to niestety czas przeziębień i gryp. Mam wrażenie, że tegoroczna zima szczególnie sprzyja wszelkim chorobom. Sama kilka razy byłam chora. Pierwsze co robię, gdy czuję się słabo i wydaje mi się że "coś mnie bierze" to sprawdzam temperaturę. Wszyscy wiemy jaka jest prawidłowa temperatura, a jeśli termometr wskaże podwyższoną to znak, że faktycznie dopada nas jakieś choróbsko. Choć mierzenie temperatury jest niejako konieczne podczas choroby to dla mnie zawsze było ono męczące. Klasyczne termometry pod pachę zawsze mnie denerwowały. Na zwykłych rtęciowych mierzenie zajmowało nawet kilka minut, a na tych elektronicznych zwykle przegapiałam sygnał dźwiękowy świadczący o zakończeniu pomiarów i zanim wyciągnęłam termometr spod pachy to już był wyłączony. W tym roku trafił do mnie świetny termometr Diagnosis na podczerwień, który jest bezdotykowy, a mierzenie nim temperatury zajmuje dosłownie sekundy.


Termometr ma dwa tryby: mierzenie temperatury ciała oraz mierzenie temperatury w pomieszczeniu. Temperaturę ciała mierzymy przykładając termometr na odległość 5-10 cm od czoła i naciskamy przycisk "Scan". Po sekundzie pojawia się dźwięk oznaczający koniec pomiaru, a na wyświetlaczu pojawia się wynik pomiaru. Termometr stał się u mnie w domu takim rozchwytywanym gadżetem i wszyscy mierzyli sobie nim temperaturę. Do zwykłego termometru nikt nie podchodził z takim entuzjazmem. Według mnie taki bezdotykowy termometr świetnie sprawdzi się zwłaszcza w przypadku dzieci, które są niecierpliwe i niechętnie mierzą temperaturę podczas choroby. Jeśli chodzi o drugi tryb termometru - mierzenie temperatury w pomieszczeniu to to naprawdę super sprawa. Wystarczy przełączyć z boku termometru na taki tryb, na ekranie pojawi się ikonka domu i można w sekundę zmierzyć temperaturę w pomieszczeniu. Bardzo przydatna opcja szczególnie zimą, gdy ogrzewamy dom.


Termometr Diagnosis, który posiadam to model NC300. Z takich aspektów technicznych warto wspomnieć, że termometr ten ma podświetlany wyświetlacz, co widać na zdjęciu. Posiada także alarm informujący o podwyższonej temperaturze. Termometr Diagnosis zasilany jest na baterie AAA (2 sztuki). Do termometru dołączone jest plastikowe etui do jego przechowywania. Termometr kosztuje 129 zł. Nie jest to mało, ale to naprawdę dobra inwestycja. Myślę, że można to podciągnąć pod powiedzenie, że na zdrowiu nie ma co oszczędzać ;)


W ofercie marki Diagnosis poza urządzeniami do pomiarów temperatury czy ciśnienia, znajdują się też inhalatory, testy ciążowe i testy narkotykowe. Jeśli potrzebujecie tego typu produktów to polecam zapoznać się z asortymentem marki. 


Czytaj dalej

16 lutego 2017

ShinyBox Party Time - minirecenzje produktów

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją styczniowego pudełka ShinyBox Party Time. Tematem przewodnim tej edycji ShinyBox jest karnawał. Pudełko trafiło w moje upodobania kosmetyczne i uważam je za udane. Co prawda mogłoby być w nim więcej brokatowych produktów, które nieodłącznie kojarzą mi się właśnie z karnawałem. Niemniej jednak jestem zadowolona. Według mnie edycja Party Time jest godna uwagi i zakupu. Zapraszam do poczytania minirecenzji poszczególnych produktów z tego pudełka.


Krem pod oczy L'orient to mój hit tego pudełka. Kosmetyk perfekcyjnie nawilża i odżywia skórę pod oczami pozostawiając ją niezwykle gładką i przyjemną w dotyku. Ma treściwą konsystencję, nieco tłustawą. Szybko się wchłania. Jest to produkt bezzapachowy. Krem umieszczono w opakowaniu z pompką, co przekłada się na wygodę użytkowania. Cena to ok. 64 zł/15 ml.


Sztuczne rzęsy marki Neicha są przepiękne. Dają efekt wachlarza rzęs, ale nie jest to efekt przerysowany. Rzęsy są lekkie i niewyczuwalne po przyklejeniu. Niestety mają jeden minus - są dosyć sztywne (w porównaniu np. do Ardell) i przez to nieco trudniej dopasować je do oka podczas przyklejania. Cena to ok. 16,90 zł/para.


Oprócz rzęs w pudełku znalazł się też klej do rzęs Neicha. Produkt sprawdza się bardzo dobrze. Trzyma bez problemu cały dzień. Jest łatwy w usuwaniu. Na pochwałę zasługuje opakowanie kleju - posiada wygodny pędzelek, którym zdecydowanie łatwiej nakłada się klej na rzęsy niż ze standardowej, typowej dla większości klejów do rzęs, tubki. Cena to ok. 14,90 zł/szt.


Pozostając w temacie oczu, czas na kilka słów odnośnie cienia w kredce Faberlic. Mnie trafił się w odcieniu brązowym. Kolor jest naprawdę przepiękny i ma cudowne metaliczne wykończenie. Pigmentacja jest doskonała, jak na cień w kredce przystało. Kosmetyk wytrzymuje na powiekach bez bazy przez cały dzień, nie roluje się ani nie zbiera w załamaniach powiek. Cena to ok. 22,50 zł/szt.


Żel do brwi Bell, który również znalazł się w pudełku Party Time niestety mnie nie zachwycił. Kolor jest jakiś dziwny, szarawy, a sam efekt mnie nie przekonuje. Sprawdzi się u osób, które oczekują jedynie nadania koloru brwiom, a niekoniecznie ich zagęszczenia. Cena to ok. 9,99 zł/9 g.


Kolejny kosmetyk to Joko Glow Primer, czyli rozświetlacz w kremie. Można używać go jako bazę rozświetlającą pod podkład lub jako klasyczny rozświetlacz. Ja stosuję go w ten drugi sposób. Nadaje skórze piękny blask i świetnie odbija światło. Cena to ok. 9,90 zł/25 ml.


W pudełku nie zabrakło również produktu do włosów i to bardzo udanego. Jest to olejek w sprayu GlissKur, który ma regenerować i spajać włókna włosa. Kosmetyk pomimo olejowej formuły jest lekki i nie obciąża włosów. Ma przyjemny słodki zapach. Ułatwia rozczesywanie włosów, dodaje im miękkości i blasku. Ciężko mi gołym okiem ocenić czy spaja włókna włosa, ale z pewnością zapobiega rozdwajaniu włosów. Cena to ok. 18,99 zł/100 ml.


Zimowy krem na mrozy Farmona nie do końca pasuje mi do zamysłu karnawałowego pudełka, aczkolwiek na zimę pasuje idealnie. Dobrze chroni skórę przed mrozem i co ważne, nadaje się pod makijaż. Ma zaskakująco lekką formułę jak na tego typu krem i szybko się wchłania. Pomimo parafiny w składzie nie zapycha skóry. Zapach kremu jest delikatny.


Przedostatni produkt z pudełka ShinyBox Party Time to miniaturka pasty do zębów Blanx. Jest to wersja, która ma usuwać osad z zębów. Rzeczywiście dobrze radzi sobie z plamami po kawie czy herbacie. Niemniej jednak nie ma jakiegoś szczególnego działania wybielającego. Małe opakowanie sprawdzi się do torebki lub na wyjazd. Cena pełnowymiarowej tubki to ok. 22,90 zł/75 ml.

Zadbane, białe i proste zęby to podstawa. Moje zęby niestety nie są do końca proste, toteż zamierzam założyć na nie aparat jeszcze w tym roku. Planuję go już kilka lat i na dobrą sprawę mogłabym być już po, gdybym zdecydowała się na niego od razu. Teraz coraz poważniej rozważam założenie aparatu lingwalnego, który jest praktycznie niewidoczny podczas noszenia. Jeśli chodzi o aparaty lingwalne kraków ma całkiem sporo gabinetów, które je oferują. Jako, że zęby to poważna sprawa to ja skorzystam z certyfikowanego, specjalistycznego centrum ortodoncji OrtoLingwa.
 

Ostatni produkt, który znalazłam w pudełku to prezent. Mnie trafił się lakier do paznokci Cuccio Naturale - różowe drobinki i brokat w bezbarwnej bazie. Raczej nie sięgam już po klasyczne lakiery, więc dla mnie produkt niezbyt przydatny, ale uroku nie można mu odmówić. Na karnawał jest jak znalazł. 


Skusiliście się na to pudełko? Jaki produkt najbardziej przypadł Wam do gustu?


Czytaj dalej

14 lutego 2017

Moje walentynkowe paznokcie: Semilac 001 Strong White, Semilac 037 Gold Disco, Victoria Vynn Pure 021 Exemplary Red

Dzisiaj Walentynki, więc pozostając w temacie miłości i serduszek przychodzę do Was z moim walentynkowym manicure. Wykonałam go lakierami hybrydowymi Semilac 001 Strong White (biel), 037 Gold Disco (złoto) oraz Victoria Vynn z serii Pure 021 Exemplary Red (czerwień). Serduszkowe zdobienie zrobiłam sondą.


Podoba Wam się taki manicure? Malujcie jakoś tematycznie paznokcie na Walentynki? Ja lubię motywy serduszek na paznokciach, więc nie mogłam sobie odmówić przyjemności wykonania takiego walentynkowego manicure. Miałam mnóstwo pomysłów, ale trochę przygnieciona brakiem czasu zdecydowałam się na proste, ale według mnie ciągle efektowne zdobienie. Jeszcze kilka dni ponoszę moje walentynkowe paznokcie, a potem zmaluję już coś przedwiosennego i na pewno Wam pokażę.


Planuję też zrobić jakieś rozdanie na blogu, bo dawno nie było. Gdy wraz z początkiem lutego Poczta Polska podniosła ceny, wysyłanie przesyłek za jej pośrednictwem stało się jeszcze bardziej nieopłacalne. Teraz częściej będę korzystać z usług kurierskich i to kurierem będę wysyłać paczki z nagrodami. Dawniej korzystanie z usług kurierskich wydawało mi się bardziej skomplikowane niż przesyłanie pocztą, ale jak się okazuje może być ono bardzo szybkie i proste. Tutaj z pomocą przychodzi strona http://www.epaka.pl/, na której można zamówić kuriera z właściwie wszystkich znanych firm kurierskich w naszym kraju. Formularz zamawiania kuriera jest przejrzysty i intuicyjny. Dla mnie super! Wyczekujcie więc rozdania, które pojawi się w najbliższych dniach :) 



Czytaj dalej

12 lutego 2017

O oleju z nasion bawełny Nacomi


Pierwszy kwartał roku z reguły upływa bardzo szybko. Dopiero był początek stycznia, a już praktycznie połowa lutego. Czas płynie szybko, więc aby nie tracić cennych chwil trzeba być dobrze zorganizowanym i trzymać wszystko w ryzach. Dotyczy to zarówno kwestii prywatnych, jak i zawodowych. O ile w życiu prywatnym wystarcza planner lub kalendarz, aby ogarnąć wszystkie ważne sprawy, o tyle w przypadku pracy przydają się bardziej zaawansowane narzędzia. Bardzo pomocnym narzędziem do zarządzania relacjami z klientami jest system CRM oferowany przez http://www.chromecrm.com/. Jest to system informatyczny, którego zadaniem jest wspieranie wszelkich procesów w organizacji mających związek z pozyskiwaniem i utrzymywaniem klienta. Dzięki takiemu systemowi można mieć pewność, że odpowiednio zadbamy o kontrahenta, co przełoży się korzystnie na całokształt naszej pracy i pozwoli na poświęcenie więcej ilości czasu na relaks.

A jak o relaksie mowa to dziś zapraszam Was do poczytania o przyjemnym oleju, który odkryłam nie tak dawno i który szybko zyskał moją sympatię. Mowa o oleju z nasion bawełny.
Wcześniej nie miałam do czynienia z olejem z nasion bawełny. Ba, nawet nie wiedziałam, że istnieje taki. Okazuje się jednak, że olej z nasion bawełny ma szerokie spektrum zastosowań w pielęgnacji. Nadaje się zarówno do stosowania na skórę, jak i na włosy. Oprócz działania nawilżającego i odżywczego posiada też właściwości przeciwzapalne i przeciwalergiczne. 


Olej Nacomi jest bezwonny. Umieszczony jest w niewielkiej szklanej buteleczce z plastikową zakrętką. Brakuje mi tutaj trochę jakiegoś dozownika, gdyż otwór w buteleczce jest dosyć duży i łatwo wydobyć zbyt wiele oleju na raz. 
Konsystencja oleju jest tłusta (jak na olej przystało), ale jednocześnie dosyć lekka. Po nałożeniu na skórę lub włosy szybko się wchłania. 
Ja stosuję olej z nasion bawełny na trzy sposoby. Po pierwsze, nakładam go na końcówki włosów po myciu, co sprawia, iż są one nawilżone i jednocześnie zabezpieczone. Po drugie, używam go do olejowania włosów przed myciem. Olej z nasion bawełny doskonale je nawilża i dodaje im witalności. Po trzecie, stosuję go też na twarz, na noc zamiast kremu. Koi i nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i niweluje niedoskonałości. W okresie zimowym zamierzam używać oleju z nasion bawełny także do glinkowych maseczek do twarzy. Ciekawe czy i tutaj się sprawdzi. Produkt jest wydajny, toteż mogę wypróbować go na wielu płaszczyznach. Moje włosy i skóra twarzy bardzo go polubiły. Jeśli nie stosowaliście jeszcze oleju z nasion bawełny to polecam Wam wypróbować. Jestem pewna, że i Wy go polubicie.


Olej z nasion bawełny Nacomi można kupić online w sklepie producenta lub stacjonarnie w niektórych drogeriach i sklepach z kosmetykami naturalnymi. Dostępny jest w trzech pojemnościach.  Wersja, którą posiadam tj. 30 ml kosztuje ok. 10 zł.



Używaliście kiedyś oleju z nasion bawełny? A może stosujecie go regularnie? Lubicie?


Czytaj dalej