31 sierpnia 2016

O plastrach na zrogowaciałe pięty oraz soli do kąpieli stóp marki SheFoot


Kojarzycie markę SheFoot? Jest to firma produkująca kosmetyki do pielęgnacji stóp. Kilka produktów marki recenzowałam na blogu już dość dawno temu. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moją opinię o kolejnych dwóch produktach SheFoot - plastrach kosmetycznych na zrogowaciałe pięty oraz soli do kąpieli stóp. 


Plastry stosowałam wieczorem i zostawiałam na noc, gdyż producent zaleca trzymać ja na stopach przez około 12 godzin. Plastry przyklejały się do stóp bez większych problemów, ale w ciągu nocy miejscami odklejały się. Jeśli chodzi o działanie plastrów to zauważyłam wyraźne zmiękczenie skóry pięt, aczkolwiek efekty były podobne, jak po stosowaniu zwykłej maski do stóp. Żadnych spektakularnych efektów nie odnotowałam. Efekty utrzymywały się przez kilka dni, a potem ponownie zaaplikowałam plastry na noc. Historia się powtórzyła. W opakowaniu są 4 sztuki plastrów, czyli wystarczą one na dwa zastosowania. Trochę słabo, bo jak wspominałam plastry nie mają jakiegoś niezwykłego działania. Zdecydowanie wolę pozostać przy tradycyjnych kremach i maskach do stóp - wypróbowałam te z marki SheFoot i są naprawdę godne polecenia. Jeśli chodzi o plastry to jestem na nie. Plastry kosztują ok. 16 zł/4 sztuki.


A jak sprawdziła się sól do kąpieli stóp? Od razu powiem, że znacznie lepiej. Po kilkunastu minutach moczenia stóp w wodzie z solą skóra stała się bardzo miękka i widocznie odświeżona, rześka. Ponadto sól ma świeży ziołowy zapach, który uprzyjemnia stosowanie. Saszetkę soli o pojemności 65 gramów zużyłam na trzy razy. Producent zaleca użycie całej saszetki na jedną kąpiel, ale według mnie spokojnie można podzielić dawkę na 2-3 zastosowania. Tą sól chętnie kupię ponownie. To jedna z lepszych soli, jakie miałam okazję stosować do kąpieli moich stóp. Cena soli to około 5 zł/65 g. 


Obydwa produkty można nabyć w sklepie online producenta. Kosmetyki SheFoot dostępne są też np. w Rossmannie czy Hebe.


Używaliście któregoś z tych produktów? Jak wrażenia?
 

Czytaj dalej

30 sierpnia 2016

Herome - olejek do kąpieli paznokci oraz peeling do skórek


Parę dni temu publikowałam recenzję odżywki do paznokci marki Herome, która sprawdziła się u mnie rewelacyjnie. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dwa inne produkty tej marki, które mam w posiadaniu. Są to: skoncentrowany olejek do kąpieli paznokci Herome Nail Bath Oil oraz odżywczy peeling do skórek Herome Cuticle Peeling Gel. Zapraszam do poczytania o tych dwóch kosmetykach.


Skoncentrowany olejek do kąpieli paznokci z pipetką, którą napełnia się wciskając przycisk pompujący na górze nakrętki to super sprawa. Olejek nawilża i natłuszcza paznokcie, a także skórki wokół nich. Wystarczy dodać kilka kropel do miseczki z letnią wodą i pomoczyć paznokcie przez kilka minut. Zapewne niejednokrotnie robiłyście olejkowe kąpiele swoim paznokciom wykorzystując zwykłe oleje naturalne. Ja często. Niemniej jednak produkt Herome znacznie lepiej sprawdza się na tym polu. Jest to olejek migdałowy, który dzięki skoncentrowanej formie ma silniejsze działanie.

Buteleczka olejku o pojemności 30 ml kosztuje 47,30 zł (aktualnie jest w promocji za 33,15 zł). Przy stosowaniu raz w tygodniu olejek powinien wystarczyć na dobre kilka miesięcy.


Peeling nie zachwycił mnie. Jego działanie jest przeciętne. Z cienkimi skórkami, takimi błonkami, radzi sobie dobrze, ale grubszych nie rusza. Peeling ma żelową konsystencję, w której zatopione są granatowe drobinki. Po wyschnięciu na skórkach zamienia się w taki jakby cukier. Według mnie zamysł stworzenia peelingu do skórek był świetny, ale sam produkt wymaga jeszcze dopracowania. 

Cena peelingu to 52,10 zł (obecnie promocja - 36,50 zł) za 10 ml. Opakowanie peelingu powinno wystarczyć na długi czas.


Obydwa produkty możecie nabyć na Bodyland.pl. Dostępne są tam również inne produkty marki Herome. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o samej marce to zajrzyjcie na polską stronę Herome oraz fanpage marki.


 
Stosowaliście któryś z tych produktów? A może mieliście do czynienia z innymi kosmetykami Herome?

 

Czytaj dalej

Zaful.com - biżuteryjna wishlista

Jakiś czas temu robiłam porządki w mojej kolekcji biżuterii. Trochę sztuk się pozbyłam, więc pora uzupełnić biżuteryjne zbiory. Zwykle sięgam po niedrogą, posrebrzaną lub pozłacaną biżuterię z sieciówek. Nie jest ona szczególnie trwała, z czasem traci kolor lub ciemnieje, ale nie obciąża zbytnio portfela i świetnie sprawdza się na sezonowe zachcianki biżuteryjne. 

Zdarza mi się też zamawiać biżuterię bezpośrednio z Chin. Przez internet można kupić piękne okazy dosłownie za grosze (a raczej centy). W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam trochę biżuterii ze sklepu zaful.com, która wpadła mi w oko podczas przeglądania jego asortymentu. Jestem ciekawa czy wybrana przeze mnie biżuteria trafia w Wasze gusta, czy jednak wolicie inne modele. Koniecznie dajcie znać.





Bardzo podoba mi się biżuteria z wykorzystaniem kamieni imitujących marmur. Świetnie prezentuje się zwłaszcza w geometrycznych kształtach - naszyjnik z trójkątnym lub prostokątnym wisiorkiem, bransoletka wykończona trójkątami czy trapezowe kolczyki. 



Pozostając w temacie kamieni używanych do wyrobu biżuterii, nie sposób jest mi przejść obojętnie obok tych przypominających zbrylone kryształki soli. Nie wiem jak fachowo nazywa się tego typu kamień, ale wygląda bajecznie. 



Wracając do geometrycznych kształtów, od dawna chodzą za mną kolczyki w kształcie trójkątów. Jakoś nie po drodze mi z ich zakupem, ale w końcu muszę się zebrać i dołączyć do mojej kolekcji przynajmniej jedną parę. 

 

Wishbone to bardzo popularny motyw biżuteryjny ostatniego czasu. Nic dziwnego, bo ta kostka, choć błaha i niepozorna w biżuterii prezentuje się interesująco. Podobną popularnością cieszy się motyw łapacza snów. Ten obecny jest nie tylko w biżuterii, ale również w wielu innych rzeczach (najczęściej natrafiam na etui na telefony z tym motywem). 




Rolę biżuterii z powodzeniem może pełnić stylowy zegarek. Mnie najbardziej podobają się srebrne i złote na metalowych paskach. Zamierzam kupić jakiś model tego typu w najbliższym czasie. Albo dwa, bo ciężko mi się zdecydować, który kolor wolę. 



Na koniec zostawiłam sobie przyciągający wzrok naszyjnik z niezwykle intrygującym i oryginalnym wzorem. Do niego drugi, może nieco mniej wyszukany, ale ciągle ciekawy i niebanalny.

Więcej typów biżuterii | All kinds of jewerly here.

Post powstał w ramach współpracy z wyżej wymienionym sklepem internetowym. Będę wdzięczna za poklikanie w linki.


Podoba Wam się taka biżuteria? A może wolicie biżuterię w innym stylu? Zdarza Wam się kupować biżuterię przez internet?


Czytaj dalej

29 sierpnia 2016

Miś na motorze, czyli pomysł na idealny prezent z okazji chrztu

Niektóre okazje i uroczystości wymagają wielu rozmyślań nad tym co podarować świętującemu. Jedną z nich jest chrzest. Często przeżywamy prawdziwe dylematy - co kupić, co będzie odpowiednie dla malutkiego dziecka, a oprócz tego ucieszy także rodziców. Doskonałym pomysłem jest wybranie spersonalizowanego prezentu. Będzie on wspaniałą pamiątką dla dziecka i rodziców. Możemy zdecydować się na podarunki bardziej lub mniej praktyczne. Według mnie prezentami niezbyt praktycznymi będą wszelakie figurki, statuetki itp. Nie znaczy to jednak, iż są one w złym guście. Wręcz przeciwnie - ich rolą jest bycie pamiątką, taką na lata. Mają cieszyć oko i przywoływać wspomnienia. Zaś prezenty praktyczne z reguły nie są przeznaczone tylko do oglądania i podziwiania, ale po prostu do użytku.


Dobrą wiadomością jest to, iż można połączyć piękne z praktycznym. Sama wybrałam na prezent z okazji chrztu rzecz cieszącą oko, a jednocześnie będącą użyteczną. Jest to niebieski motor z personalizowanym haftem. Zamówiłam go w sklepie ePrezenty.pl. Motor wykonany jest z... kocyka, 22 pampersów, pieluchy, skarpetek oraz kubka dla dzieci Canpol (12M). Na motorze siedzi pluszowy miś firmy SUN-DAY (ok. 25 cm wysokości). Motor ozdobiony jest kokardkami i kwiatkami. Całość zapakowana jest w celofan (opcja dodatkowa przy zakupie).

 
Motor jest solidnie zrobiony, nie rozpada się. Wszystko jest dopracowane i naprawdę nie ma się do czego przyczepić.


Personalizacja prezentu, w tym przypadku haft na kocyku może zawierać 30 znaków (3 wiersze po 10 znaków, optymalna liczba) i zostać wykonany w jednym z kilku kolorów nici do wyboru. Ja zdecydowałam się na nić w kolorze ciemnoniebieskim, bo ładnie zgrywała się z kolorem kocyka.
Do wyboru mamy również rozmiar pampersów, jakie mają zostać wykorzystane w projekcie: 3-6 kg lub 4-9 kg lub 7-18 kg.


Czas realizacji zamówienia wynosi 48 godzin. Zamówienie wysyłane jest kurierem DHL lub kurierem pocztowym (24 i 48). Do mnie zamówienie dotarło błyskawicznie, bo już na następny dzień od jego złożenia.


Jestem bardzo zadowolona z usług sklepu ePrezenty.pl. Mogę go Wam polecić ze względu na duży asortyment (znajdziecie tam nie tylko prezenty z okazji chrztu), szybkość realizacji zamówienia oraz profesjonalną obsługę. Z pewnością jeszcze nie raz zamówię jakiś prezent z tego sklepu.


Po wszelkie szczegóły dotyczące prezentów oraz ich personalizacji odsyłam Was na stronę sklepu. Poniżej przedstawiam jeszcze kolaż z prezentami, które tak samo jak miś na motorze, będą wspaniałymi podarkami z okazji chrztu. Sama nie mogłam się zdecydować, który prezent wybrać, bo wszystkie są bardzo kuszące.




Podobają Wam się takie personalizowane prezenty?


Czytaj dalej

28 sierpnia 2016

Regeneracja paznokci z Herome, czyli o odżywce Nail Hardener Strong

Jak wspominałam w poprzednim poście, od października zeszłego roku regularnie robię sobie manicure hybrydowy. W tym roku,  na wiosnę miałam do czynienia z lakierami, które okazały się być bardziej żelowymi niż hybrydowymi (choć na stronie producenta przedstawiane były jako hybrydy). Po uciążliwym zmywaniu lakierów z moich paznokci (40 minut odmaczania w acetonie (!) + ostateczne piłowanie, bo aceton nie rozpuszczał lakierów), stan moich paznokci uległ znacznemu pogorszeniu. Paznokcie stały się miękkie, a lakier hybrydowy wytrzymywał na nich nie dłużej niż tydzień. Na ponad miesiąc odpuściłam sobie malowanie paznokci w ogóle. Odrost wyglądał znacznie lepiej niż "stara" płytka. Ciężko jednak było czekać, aż cały paznokieć odrośnie, tym bardziej, że zaczęło się już lato i chciałam mieć ładnie pomalowane paznokcie. Przez około dwa tygodnie stosowałam odżywkę z Golden Rose, która zwykle się u mnie sprawdzała, ale tym razem okazała się za słaba. Wtedy w moje ręce trafiła odżywka do paznokci Herome w wersji mocnej, przeznaczonej do średnio zniszczonych paznokci. 


Odżywkę stosuje się następująco: w jeden dzień nakładamy warstwę odżywki, w drugi dzień kolejną, a trzeciego dnia zmywamy całość i rozpoczynamy nakładanie od początku. Tak przez 14 dni. Kuracji nie powinno przeprowadzać się częściej niż dwa razy w roku. Można jednak po zakończonej kuracji używać odżywki jako bazy pod lakier (1-2 razy w tygodniu).

Ja odżywkę stosowałam zaledwie przez ponad tydzień, ponieważ stan moich paznokci uległ wręcz niewiarygodnemu polepszeniu. Paznokcie stały się znacznie twardsze, przestały się wyginać i były w nieporównywalnie lepszej kondycji niż przed kuracją. Zauważyłam też przyspieszony wzrost płytki. 


Odżywka Herome w wersji mocnej, do średnio zniszczonych paznokci może powodować dyskomfort podczas kuracji (pieczenie, szczypanie), ale u mnie nic takiego nie miało miejsca. Produkt zawiera formaldehyd, który nie każdy toleruje. Jeśli nie możecie stosować kosmetyków z formaldehydem to jest też druga wersja odżywki - delikatna, bez formaldehydu. Ją stosuje się przez 21 dni.


A co z aspektami technicznych? Muszę pochwalić pędzelek służący do aplikacji odżywki. Jest bardzo precyzyjny, ma odpowiednio gęste włosie. Z łatwością maluje się nim paznokcie bez zalewania skórek. Nakrętka ma kształt kopytka i możemy nią odsuwać skórki. Odżywka szybko wysycha na paznokciach i nadaje im połysk. Buteleczka z produktem jest smukła i długa, przy czym bardzo stabilna. Zapakowana dodatkowo jest w kartonik. Odżywka ma dołączoną ulotkę. 

Produkt można kupić w drogerii internetowej Bodyland.pl. Cena regularna odżywki to 59,20 zł, ale obecnie jest w promocji za 38,50 zł. Buteleczka ma pojemność 10 ml.

Jeśli zaciekawiła Was odżywka Herome to koniecznie zajrzycie na polską stronę marki oraz fanpage. Dowiecie się tam o innych produktach marki.


Znacie produkty marki Herome? Używaliście tej odżywki lub jej delikatnej wersji?


Czytaj dalej

25 sierpnia 2016

Back to school: 5 szkolnych life hacków dla uczniów (i studentów)

W zeszłym roku na moim blogu opublikowałam kilka postów z serii "Back to school". Cieszyły się one wtedy sporym zainteresowaniem, a w tym roku w ostatnim czasie odnotowałam sporo wyszukiwań na moim blogu tego typu postów. Postanowiłam, więc przygotować i w tym roku kilka takich postów. Mam nadzieję, że będą dla Was przydatne.

Back to school można potraktować też jako back to university. Chociaż edukacja w szkole znacznie różni się od edukacji na uczelni, to jednak np. sposoby na naukę można wykorzystać na każdym stopniu edukacji. Rok szkolny rozpoczyna się już za kilka dni, a rok akademicki właściwie niewiele później. W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami tzw. szkolnymi life hackami, czyli można powiedzieć nietypowymi sposobami ułatwiającymi życie szkolne (i studenckie).


1. STWÓRZ PORANNĄ PLAYLISTĘ

Ten trik sprawdzi się nie tylko dla uczniów i studentów. Przyda się właściwie każdemu. Utwórz poranną playlistę, aby bez patrzenia na zegarek zebrać się i wyjść z domu o czasie. Długości piosenek powinny odpowiadać czasowi, jaki możesz przeznaczyć na daną czynność. Np. możesz pozwolić sobie rano na 5 minut na wzięcie prysznica. Ustawiasz pięciominutową (+/- 30 sekund) piosenkę na playliście dla tej czynności. Gdy piosenka się kończy to wiesz, że pora kończyć prysznic i przejść do kolejnej rzeczy do zrobienia rano przed wyjściem do szkoły/na uczelnię/do pracy.

2. JEDZ WINOGRONA W TRAKCIE NAUKI 

Jedzenie winogron poprawia zdolność mózgu do przyswajania nowych informacji. Winogrona dotleniając mózg poprawiają pamięć i koncentrację. Najlepsze efekty da jedzenie ciemnych winogron. 

3. RÓB NOTATKI NIEBIESKIM DŁUGOPISEM

Odkąd pamiętam wolałam pisać w szkole i podczas studiów czarnym długopisem. Okazuje się jednak, iż lepiej pisać niebieskim. Notatki robione długopisem piszącym na niebiesko łatwiej się zapamiętuje. 

4. UŻYJ NIELUBIANEJ CZCIONKI

Jeśli piszesz np. jakieś wypracowanie na komputerze, po skończeniu zmień jego czcionkę na taką, której nie lubisz. Następnie przeczytaj jeszcze raz tekst. Używając nielubianej przez siebie czcionki spojrzysz bardziej krytycznie na swoją pracę i będzie Ci łatwiej wprowadzić poprawki. Na końcu oczywiście ustaw wymaganą w danej pracy czcionkę. Zwykle jest to Times New Roman lub Arial. 

5. ŻUJ GUMĘ

Żucie gumy w trakcie czytania może podwoić lub nawet potroić szybkość czytania. Ponadto żucie gumy poprawia pamięć krótkotrwałą i długotrwałą. Podczas żucia gumy dotlenia się mózg, z racji zwiększonego przepływu krwi do mózgu podczas ruchów szczęki. Szkoda, że na lekcjach nie można żuć gumy, bo jak okazuje się, jest ona pomocnikiem w nauce.


Jestem ciekawa czy znaliście te life hacki, czy są dla Was (mam nadzieję przydatną) nowością. Koniecznie dajcie znać!

Czytaj dalej

23 sierpnia 2016

Sweater weather - przegląd swetrów z zaful.com

Swetry czy bluzy? Co wolicie nosić jesienią i zimą? Ja dawniej stawiałam jedynie na bluzy, ale z czasem przerzuciłam się na swetry. Miękkie, puszyste, ciepłe. Nie wyobrażam sobie mojej jesienno-zimowej garderoby bez swetrów. Co roku dokupuję nowe modele. Jako, że jesień coraz bliżej to powoli zabieram się za przegląd ofert stacjonarnych sieciówek i sklepów internetowych, tworzę wishlisty i staram się je realizować krok po kroku. W dzisiejszym poście zapraszam Was do wspólnego przeglądu swetrów ze sklepu zaful.com. Co jak co, ale piękne i ciepłe swetry pomagają przetrwać jesień i zimę. 


1. Gładki, beżowy, dłuższy kardigan świetnie skomponuje się z wieloma rzeczami. Wystarczy założyć do niego zwykły biały top, czarne jeansy, do tego botki czy trampki i prosta stylizacja na co dzień gotowa.

2. Sweter w jasnoniebieskim, pastelowym odcieniu, poprawi humor w deszczowe dni. Jego kolor przywodzi na myśl błękitne niebo i rozświetla jesienną czy zimową szarugę.

3. Ponczo z luźnym golfowym kołnierzem to super opcja na chłodne dni. Wygląda stylowo, jest modne co roku, a ponadto bardzo ciepłe i przytulne. Wzór kraty dodaje szyku.

4. Wiązane bluzki plasowały się pośród trendów tegorocznego lata. Przeróżne modele wiązane tasiemką czy sznurówką, na bokach lub na dekolcie obecne były w letnich kolekcjach większości sklepów odzieżowych. Jesienią ten trend można przenieść na swetry. Mnie się podoba, a Wam?


5. A co powiecie na sweter z koronkowymi wstawkami? Mnie bardzo podobają się takie modele. Moim zdaniem dodatek koronki dodają grubszym swetrom lekkości. 

6. Kolor bordowy to jeden z moich ulubionych jesiennych i zimowych kolorów. Mogłabym go nosić od stóp do głów. Poza ubraniami uwielbiam nosić ten kolor na paznokciach. Sweter w kolorze bordo w mojej szafie mile widziany. Wersja luźny sweter z golfowym kołnierzem jak najbardziej do mnie przemawia.


7. Musztardowy, to kolejny kolor, który według mnie idealnie komponuje się z jesienną aurą. W mojej szafie nie ma jeszcze ani jednej rzeczy w tym kolorze, ale z roku na rok czuję coraz większą potrzebę uzupełnienia szafy o choćby jedną rzecz w odcieniu musztardowym. 

8. Kardigan - ponczo w geometryczne wzory to świetny wybór na wczesną jesień. Będzie idealny do bazowych rzeczy - gładkich topów i prostych jeansów.

Wszystkie rodzaje swetrów / all kinds of sweaters here.


Jest to post powstały w ramach współpracy ze sklepem internetowym zaful.com. Jeśli możecie to poklikajcie w linki. Będę bardzo wdzięczna :)


Czytaj dalej

22 sierpnia 2016

Gruszkowo-żurawinowe pachnidełko od Yankee Candle


Dawno nie pisałam recenzji wosków zapachowych, więc postanowiłam dziś przygotować taki post. Tym razem podzielę się z Wami moją opinią o wosku Yankee Candle - Cranberry Pear. Jeśli jesteście ciekawi jak pachnie ten wosk i co sądzę o tym zapachu, to zapraszam do poczytania.


Nastawiałam się, że wosk będzie miał słodki, gruszkowy zapach z dodatkiem kwaskowatej żurawiny. Moje oczekiwania zostały spełnione. Cranberry Pear to owocowy słodziak o średniej mocy i dobrej trwałości. Woń gruszki wysuwa się w nim na prowadzenie, a żurawina przewija się w tle. Całość jest otulająca, słodka, ale nie przesłodzona. Cranberry Pear to doza słodyczy na chłodne wieczory pod koniec lata oraz na jesienny czas. Polecam ten zapach miłośnikom słodkich, owocowych woni.

Wosk Cranberry Pear możecie kupić w sklepie Goodies.pl w cenie 9 zł/22 g.


Znacie ten zapach? Lubicie?


Czytaj dalej

19 sierpnia 2016

Cureplex Bond Sustainer no. 3 - profesjonalna pielęgnacja włosów

Na spotkaniu blogerek w moje ręce trafił krok trzeci profesjonalnego zabiegu pielęgnacji włosów Cureplex - maska Bond Sustainer (no. 3). Ten produkt przeznaczony jest do stosowania w domu. To taka maska odżywiająca do włosów. Producent zaleca nakładanie produktu na całą długość włosów dwa razy w tygodniu oraz trzymanie produktu na kosmykach przez 5 minut. 


Ja maskę Cureplex stosuję co drugie mycie włosów, to jest 1-2 razy w tygodniu. Jednorazowo nakładam na włosy ok. 1 łyżkę produktu i trzymam ok. 5-10 minut, po czym dokładnie spłukuję. Po zastosowaniu kosmetyku moje włosy są lekkie i sypkie, przy czym dobrze się układają. Są odżywione i wydają się grubsze, mięsiste. Jednakże na końcach trochę się puszą. Wtedy spryskuję tą puszącą się część odżywką regenerującą GlissKur z olejkami i keratyną. Efekt jest świetny - włosy są dociążone i wygładzone. Odżywka bardzo fajnie dopełnia produkt Cureplex. Myślę, że jak chodzi o sam Cureplex to po przeprowadzeniu trzystopniowej kuracji efekty były wspaniałe. W przypadku stosowania samego kroku trzeciego, przeznaczonego do używania w domu, widać, że brakuje trochę salonowej części kuracji. Niemniej jednak jestem bardzo ciekawa, jak wyglądałyby moje włosy po całej kuracji i może pokuszę się o sprawdzenie. 


Zacytuję jeszcze co o Curaplex pisze producent. Myślę, że to najlepiej odda ideę całego zabiegu Curaplex i jego typowego przeznaczenia.

CUREPLEX to innowacyjna, rewolucyjna formuła o podwójnym działaniu. Tworzy nowe wiązania dwusiarczkowe we wnętrzu włosa oraz zabezpiecza już istniejące. Wzmacnia kondycje włosów oraz ich elastyczność. CUREPLEX został stworzony jako uzupełnienie systemu koloryzacji oraz innych zabiegów chemicznych, takich jak rozjaśnianie, trwała ondulacja, chemiczne prostowanie włosów, by skutecznie zapobiegać uszkodzeniom włosów. CUREPLEX chroni włosy przed uszkodzeniami chemicznymi bez zmiany w procesie oraz stopniu koloryzacji, rozjaśniania, trwałej ondulacji oraz innych zabiegów chemicznych. Nie wpływa również na moc oksydantu, sposób aplikacji mieszanek oraz czas procesu.

Na koniec kilka aspektów technicznych. Kosmetyk ma słodki zapach, ale nie utrzymuje się on na włosach. Opakowanie produktu to niewielka, plastikowa, czarna, zakręcana buteleczka. Żeby sprawdzić ile zostało w środku kosmetyku to trzeba podglądać przez szyjkę buteleczki. Na szczęście produkt ma biały kolor, więc widać ile zostało w czarnej butelce ;) Konsystencja kosmetyku jest gęsta, ale jednocześnie dość śliska. 


Jak już wspominałam, chętnie wypróbowałabym całą kurację Cureplex, a nie tylko domową część. Maska Bond Sustainer daje przedsmak pozytywnych efektów, jakie można by uzyskać po pełnym, trzystopniowym zabiegu.


Sama maska do tanich nie należy, bo jej koszt to ok. 100 zł/100 ml. Jest to produkt profesjonalny, zawierający opatentowany kompleks składników, stąd ta cena.


Stosowaliście kiedyś jakiś profesjonalny zabieg regeneracyjny na swoich włosach? Czy efekty były widoczne? A może, tak jak ja, mieliście do czynienia tylko z pojedynczymi kosmetykami przeznaczonymi do profesjonalnej regeneracji włosów?




Czytaj dalej

16 sierpnia 2016

Muffinki z nektarynkami


Jakiś czas temu trafiła do mnie paczka z produktami marki Gosia - Sprytne Patenty. Firma ta zajmuje się produkcją artykułów przemysłowych przydatnych w każdym domu. Są to m.in. folie spożywcze, papiery do pieczenia, różnego rodzaju przybory do sprzątania itd. Zapewne kojarzycie tą markę. Jest ogólnodostępna w sklepach. 


W mojej paczce znalazły się m.in. papilotki na muffinki. Klasyczne, białe. Zdawałoby się banał. Jeśli jednak pieczecie, choćby czasem, muffinki to zapewne wiecie, że foremka foremce nie równa. Większość foremek z trudem odchodzi od upieczonej muffinki, często z przylepioną grubą warstwą ciasta. Te marki Gosia odlepiają się od muffiny całkiem przyzwoicie. Od całkowicie wystudzonych muffin odchodzą bezproblemowo. Nieco gorzej radzą sobie z ciepłym ciastem, ale wypadają tutaj i tak znacznie lepiej niż inne foremki, jakich używałam wcześniej. Foremki Gosia są na tyle sztywne, że da się w nich piec muffinki bez wkładania ich do dodatkowej formy bez nadmiernej utraty krągłości muffiny. Opakowanie 30 sztuk foremek kosztuje ok. 3 zł.

Foremki wykorzystałam do przygotowania muffinek z nektarynkami. Jako, że teraz sezon na te owoce, to dzielę się z Wami przepisem. Jest banalny, jak na muffinki przystało, ale może nie znaliście jeszcze takiej wersji przepisu z wykorzystaniem...zblendowanych owoców. 

SKŁADNIKI (na 12 muffinek)
  • 2 nektarynki
  • 2 jajka
  • 4 łyżki oleju (użyłam rzepakowego, ale może być też np. kokosowy)
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego (zwykłego lub greckiego)
  • 2 szklanki mąki (zwykłej lub pełnoziarnistej)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru wanilinowego lub cukru z wanilią
  • 0,5 szklanki cukru (białego lub brązowego)
  • opcjonalnie: 2-3 nektarynki pokrojone w kostkę jako "nadzienie"

Dwie nektarynki obieramy, usuwamy pestki i blendujemy do uzyskania gładkiej masy. Następnie dodajemy jajka, jogurt i olej. Ponownie blendujemy do dokładnego połączenia składników. 
W drugiej misce mieszamy ze sobą: mąkę, proszek do pieczenia, cukier oraz cukier wanilinowy. Potem wlewamy do tej miski to co blendowaliśmy, czyli składniki mokre. Mieszamy do połączenia się składników łyżką lub rózgą. Do ciasta można dodać też dodatkowo 2-3 nektarynki pokrojone w kostkę, które ubogacą wnętrze muffinek. Napełniamy ciastem foremki na muffinki do ok. 2/3 wysokości i wstawiamy do piekarnika na 20-25 minut. Temperatura pieczenia to 180 stopni. 


Muffinki z nektarynkami mają wilgotne ciasto, pyszne nawet na drugi dzień. Jeśli lubicie nektarynki to koniecznie powinniście wypróbować ten przepis.


 

Lubicie muffinki? Pieczecie czasem?

Czytaj dalej

15 sierpnia 2016

O kremie nawilżającym Phenome Luscious


Od kilku dni zabierałam się do recenzji kremu nawilżającego do twarzy Luscious marki Phenome. Choć kosmetyk ma świetne działanie, to jednak nie do końca go polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi z jakiego powodu oraz czy pomimo tego warto go wypróbować, to zapraszam do poczytania.


Kremu używałam zaledwie przez dwa tygodnie. Dlaczego? Ze względu na zapach. Totalnie do mnie nie trafia i nie mogę się do niego przyzwyczaić. Choć sam kosmetyk ma rewelacyjny skład i doskonale nawilża oraz odżywia cerę, to jego zapachu zdzierżyć nie mogę. Aromat kremu przypomina mi mieszankę przypraw, z czymś pieprznym i drażniącym na czele. Po nałożeniu na skórę woń kosmetyku jest jeszcze dosyć długo wyczuwalna. O ile inne kosmetyki Phenome, jakie miałam okazję do tej pory wypróbować pachniały pięknie, o tyle ten krem zupełnie nie trafia w mój gust zapachowy. Jak wspomniałam na początku, produkt stosowałam przez dwa tygodnie. W tym czasie zauważyłam pozytywne działanie kremu - utrzymywanie dobrego poziomu nawilżenia skóry, wygładzenie i miękkość. Krem ma optymalną konsystencję, nie za gęstą, nie za rzadką. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Nie zapycha porów. Jeśli chodzi o działanie i konsystencję to naprawdę jestem zadowolona. Słoiczek kremu powinien wystarczyć na 2-3 miesiące stosowania, co uważam za dobry wynik.
Produkt umieszczony jest w szklanym słoiczku, zabezpieczonym pod wieczkiem plastikową przykrywką. Szata graficzna opakowania jest prosta, minimalistyczna. Lubię takie. W ogólnym rozrachunku krem wypada dobrze (działanie, konsystencja, wydajność skład), aczkolwiek zapach zupełnie mi nie odpowiada, więc ponownie po niego nie sięgnę. Jeśli nie przeszkadzają Wam ostre zapachy w kremach do twarzy, a szukacie czegoś o dobrym składzie i działaniu to ten krem powinien Wam się spodobać. 


Kosmetyk kosztuje 159 zł/50 ml. Możecie go kupić np. na stronie producenta.


Używaliście produktów marki Phenome? Znacie ten krem?


Czytaj dalej

11 sierpnia 2016

Dentek - zdrowy i piękny uśmiech gwarantowany

Higiena i pielęgnacja jamy ustnej to nie tylko standardowe mycie zębów i dbanie o świeży oddech. Marka Dentek ma w swoim asortymencie cały arsenał do kompleksowej pielęgnacji jamy ustnej. Jakiś czas temu trafiła do mnie paczka wypchana po brzegi wszelakimi przyborami dentystycznymi tejże marki. Udało mi się już wypróbować każdy z produktów i dzisiaj chciałabym napisać Wam jak się sprawdzają i czy warto je nabyć.

Na wstępie zaznaczę, że wszystkie przybory (oprócz lusterka i dłubaka) mają przyjemny, miętowy posmak.





LUSTERKO I DŁUBAK/SKALER

Te dwa przybory może nie są niezbędne na co dzień, ale dobrze mieć je w zanadrzu. Lusterko stomatologiczne pozwoli nam podejrzeć zęby w mniej dostępnych miejscach (lub też górne zęby od ich dolnej części). Regularnie oglądając swoje zęby możemy w porę zauważyć ewentualne ubytki i szybko je uzupełnić u stomatologa. Dłubak/skaler też przyda się przy sprawdzaniu stanu uzębienia. Dodatkowo przeznaczony jest on do ręcznego usuwania kamienia nazębnego.





SZCZOTECZKI

Kolejne akcesoria przydane w czyszczeniu przestrzeni między zębami to niewielkie stożkowe szczoteczki. Mają 1.5 mm do 3.0 mm średnicy. U mnie sprawdzają się średnio. Nie mogę się przyzwyczaić do ich używania. Zdecydowanie wolę nitki, o możecie poczytać których poniżej.



NITKI

Uwielbiam je! Naprężone nitki różnej grubości zamontowane są na plastikowych "patyczkach". Część z nich z drugiej strony patyczka dodatkowo ma takie plastikowe mini-szczoteczki, które też można wykorzystać do oczyszczania zębów. Same nitki sprawdzają się rewelacyjnie. Taka forma jest niezwykle wygodna w użyciu.



CZYŚCIK DO JĘZYKA

Przy dbaniu o jamę ustną warto pamiętać o regularnym oczyszczaniu języka. Gromadzący się na nim osad stanowi pożywkę dla bakterii i sprzyja powstawaniu nieświeżego oddechu. Czyścić do języka Dentek posiada gumową/silikonową "główkę" z trzema poprzeczkami. Z łatwością oczyszcza język z wszelkich osadów.


DLA DZIECI

Marka Dentek ma też produkty przeznaczone dla dzieci. Na powyższym zdjęciu widzicie nitki na fantazyjnych patyczkach. Rozpiętość i długość nitek jest mniejsza niż przy standardowych (omawianych wyżej), toteż będzie odpowiednia dla niewielkich, dziecięcych buzi. Te nitki zamiast posmaku mięty mają posmak owocowy.


ZESTAW PODRÓŻNY

Bardzo fajnym rozwiązaniem jest zestaw nitek w pojemniczkach, który świetnie sprawdzi się w podróży. Opakowanie zawiera dwa plastikowe pojemniczki z kompletem nitek (6 sztuk w jednym pojemniczku) w dwóch kolorach - różowym i zielonym.


Jak widzicie marka Dentek ma w swoim asortymencie pokaźne grono produktów do higieny i pielęgnacji jamy ustnej. Jakościowo są naprawdę bardzo dobre. Wypróbowałam i polecam. Produkty Dentek są dostępne już w niektórych Rossmannach (np. w Łodzi: ul. Jarosława Dąbrowskiego 91A, ul. Tatrzańska 42/44, ul. Maratońska 109B). W pozostałych placówkach sieci Rossmann pojawią się we wrześniu lub październiku. 


Stosujecie tego typu akcesoria do higieny i pielęgnacji jamy ustnej? A może ograniczacie się tylko do szczoteczki i pasty?


Czytaj dalej