Kosmetyki SINSKIN - rozświetlacze, kohl kajal i błyszczyk do ust


Marka SINSKIN ciekawiła mnie od dłuższego czasu, ale jakoś nie było nam ze sobą po drodze. Dopiero na początku tego roku, w paczce z nowościami z drogerii Rossmann trafiło do mnie parę produktów tej marki. W dzisiejszym wpisie chciałabym napisać o nich kilka słów.




Wypiekany rozświetlacz SINSKIN Spotlight Highlighter 046 Queen Bee


Niepozorne choć solidne plastikowe puzderko skrywa wewnątrz prawdziwe, błyszczące cudo: dosyć duży, bo aż 7-gramowy rozświetlacz o ciepłych, złotych tonach. To rozświetlacz w kamieniu, w wypukłej formie z wytłoczonym wzorem. Pod "klapką" mamy lusterko na całą jej powierzchnię. Ja bardzo lubię produkty do makijażu z lusterkami w opakowaniach, bo super sprawdzają się podczas różnych wyjazdów czy malowania w biegu. Kosmetyk w całości prezentuje się elegancko i od razu robi dobre wrażenie. Ma aksamitną formułę, przez co nakładanie go to przyjemność. Jest mocno napigmentowany, ale ładnie łączy się z podkładem i pudrem nie sprawiając kłopotów w aplikacji. Jedyne zastrzeżenie mam do zapachu kosmetyku - jest dosyć... dziwny, taki gumowy. Na szczęście po nałożeniu na skórę już niewyczuwalny.




Rozświetlacz w płynie SINSKIN


Umieszczony jest w szklanej buteleczce z pipetą. Dozowanie kosmetyku jest bezproblemowe i wygodne. Ten rozświetlacz daje bardzo ładny, subtelny efekt na skórze. Nie mieni się brokatem lecz tworzy połyskliwą taflę. Ponadto pięknie pachnie - jak dobre perfumy. Dość szybko zastyga po nałożeniu, więc trzeba uważać, żeby nie zrobić nim błyszczącej plamy na skórze. Ja zostawiam go na sezon letni i będę mieszać z balsamem do ciała. Z pewnością będzie pięknie podkreślał opaleniznę. Do stosowania na twarz wolę rozświetlacze pudrowe, takie jak ten o którym napisałam powyżej.




Kredka do oczu SINSKIN Must.have Kohl Kajal


Ta kredka ma fantastyczną konsystencję. Jest miękka i sunie po skórze jak masełko, a zarazem pozwala na namalowanie precyzyjnej linii. Ma intensywnie czarny kolor. Zaskoczyła mnie pozytywnie trwałością - po nałożeniu ciężko ją zetrzeć i utrzymuje się na powiekach przez cały dzień (zobaczymy jak to będzie w cieplejszej porze roku - testuję ją zimą). To kredka automatyczna, więc nie trzeba jej strugać. Jestem bardzo zadowolona z tej kredki. Polecam.




Błyszczyk do ust SINSKIN Honey Moon Love 407


Na koniec jeszcze jedna perełka, która na pierwszy rzut oka zupełnie mnie nie przekonywała. To... błyszczyk. Jak nie lubię błyszczyków do ust, tak ten jest moim hitem. W opakowaniu wydawał mi się mocno różowy, ale na ustach daje tylko delikatną, błyszczącą poświatę. Bardzo lubię używać go na co dzień - można nim pomalować usta w kilka sekund bez patrzenia w lustro. Trwałością nie grzeszy, ale łatwo można dołożyć kolejną warstwę w razie potrzeby. Co ważne, ten błyszczyk nie klei się nadmiernie. Nie sądziłam, że polubię się jeszcze z jakimkolwiek błyszczykiem a jednak. 


To moje pierwsze spotkanie z kosmetykami SINSKIN, które okazało się bardzo udane. Błyszczyk i kredka do oczu szybko zyskały miano moich ulubieńców. Rozświetlacze również polubiłam, chociaż bez większych ochów i achów. Być może dlatego, że dla mnie rozświetlacze niewiele różnią się między sobą i kategoryzuję je albo jako dobre, albo jako złe. Te dwa oczywiście trafiły do tej pierwszej grupy. 


Jestem ciekawa czy znacie markę SINSKIN i czy używaliście kiedyś jakiegoś produktu z jej asortymentu. Koniecznie dajcie znać


Brak komentarzy:

Jeśli masz jakieś pytanie - pisz śmiało, odpowiem pod Twoim komentarzem :)

Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na gromadzenie danych osobowych zawartych w komentarzu takich jak np. nick, imię i nazwisko, adres e-mail. Dane te nie będą wykorzystywane przez Administratora Bloga. Więcej informacji znajdziesz w zakładce "Polityka prywatności".

Obsługiwane przez usługę Blogger.