22 kwietnia 2018

3 sytuacje, w których warto skorzystać z tłumacza


Na co dzień posługujemy się językiem polskim. Towarzyszy nam w domach i poza nimi. Są jednak sytuacje, w których nasz język ojczysty musimy przełożyć na jakiś inny, obcy. Nie zawsze to prosta sprawa. Z pomocą może przyjść wtedy biuro tłumaczeń, które profesjonalnie się tym zajmie. W jakich sytuacjach warto skorzystać z takich usług? Oto i one:

PRACE DYPLOMOWE

Jestem na etapie pisania pracy magisterskiej i jeśli wszystko pomyślnie pójdzie, to pod koniec czerwca lub na początku lipca czeka mnie obrona. Pracę piszę w języku polskim, ale zgodnie z wymogami mojej uczelni niektóre elementy muszą być przetłumaczone na język angielski. Tego języka uczę się od lat, więc mogłabym sama przetłumaczyć potrzebne fragmenty. Wolę jednak skorzystać z pomocy tłumacza, aby nie popełnić błędów. Chcę mieć pewność, że wszystko zostało dopracowane tak jak trzeba. Jeśli macie przed sobą pisanie pracy dyplomowej i też potrzebujecie tłumaczeń na angielski czy inny język, a np. nie czujecie, że to Wasza mocna strona to polecam skorzystać z profesjonalnego tłumacza. Zawsze to mniej stresu, którego przed końcem studiów i tak dostatek.

DOKUMENTY MEDYCZNE

Coraz więcej podróżujemy, również poza granice Polski. Niestety czasami przydarzają nam się nieszczęśliwe wypadki np. złamiemy nogę na nartach w Alpach. Wtedy to musimy skorzystać z opieki medycznej w obcym kraju. Wydawane później karty informacyjne czy inne dokumenty medyczne są w innym języku niż nasz ojczysty. Zdarza się, że już po powrocie do kraju kontynuujemy leczenie korzystając z naszej służby zdrowia. Lekarze, do których się udajemy muszą zapoznać się z dokumentacją wydaną nam wcześniej. Wtedy dobrze jest skorzystać z usług tłumacza, który wykona tłumaczenie z angielskiego na polski.

SPROWADZANE SAMOCHODY

Chętnie kupujemy używane samochody sprowadzane np. z Niemiec. Jeśli robimy to przez firmę zajmującą się tego typu transakcjami to zwykle nie obchodzą nas sprawy związane ze ściąganiem auta do kraju. Inaczej jest, gdy chcemy zająć się tym procesem od początku do końca. Nie jest to szczególnie skomplikowane, ale często pojawia się problem z tłumaczeniem dokumentów samochodowych. Nawet jeśli potrafmy wszystko przełożyć na język polski to krajowe urzędy mogą wymagać profesjonalnego tłumaczenia. To kolejny przypadek, w którym dobrze jest skorzystać z usług centrum tłumaczeń. 

Korzystaliście kiedyś z usług tłumacza?
 
Czytaj dalej

Manirouge - trwałość hybryd w niepozornej naklejce


Jeszcze w marcu trafił do mnie zestaw Manirouge. Jestem pewna, że kojarzycie tą markę i dobrze wiecie w czym się specjalizuje. Manirouge to innowacyjny sposób na manicure. Są to ozdoby samoprzylepne do paznokci, które utrzymują się do 14 dni. W ofercie marki jest wiele wzorów (ponad 200) - od delikatnych, neutralnych odcieni po barwne kompozycje. Ozdoby nie zawierają toksycznych substancji oraz nie są testowane na zwierzętach. Jeden komplet pozwala na stworzenie nawet 4 manicure.


Chcąc poznać Manirouge możemy zdecydować się na różne zestawy. Ja mam zestaw największy (Manirouge Maxi+), w którego skład wchodzą: 
  • 6 zestawów ozdób termicznych
  • oliwka do paznokci
  • odtłuszczacz  
  • Mini Heater 
  • gumowe kopytko
  • pilnik płytka 180/240
  • polerka 1200/4000
  • metalowe radełko
  • nożyczki do paznokci
  • folia do wygładzania 


Informacje o metodach aplikacji ozdób oraz praktyczne filmiki na ten temat znajdziecie na stronie internetowej marki. Ja przed zabraniem się za manicure obejrzałam wszystkie, żeby zdobyć jak największą wiedzę i podpatrzeć co i jak.




Wydawało mi się, że aplikacja ozdób termicznych Manirouge będzie nie lada wyzwaniem. W praktyce okazało się, że to banalnie prosta sprawa. Ozdoby bez problemu przyklejają się do płytki paznokcia - równomiernie, bez pęcherzyków czy zagnieceń. Jedyna trudność z jaką zetknęłam się przy Manirouge to opiłowywanie wystających poza paznokieć naklejek. Ciężko było mi uzyskać gładki brzeg, ale w końcu się udało. Pierwsze manicure, które wykonałam naklejkami testowymi - na próbę - wytrzymało na moich paznokciach 10 dni. W tym czasie robiłam wiele rzeczy, które nie najlepiej wpływają na jakiekolwiek manicure jak np. porządki w ogrodzie. Teraz na moich paznokciach gości kolejny wzór. Postawiłam na wiosenny błękit z delikatnymi geometrycznymi akcentami. Bardzo podoba mi się to, jak ozdoby Manirouge prezentują się na paznokciach. Trzeba naprawdę dobrze się przyjrzeć, żeby dostrzec, że to naklejki a nie lakier. W dotyku paznokcie są gładkie i dają wrażenie, jakby zaaplikowana była na nie hybryda. A co ze ściąganiem tych ozdób? Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że to taka prosta sprawa. Wystarczy posmarować przy skórkach oliwką i delikatnie podważać naklejkę gumowym kopytkiem. Czynność jest bardzo szybka. Po zdjęciu Manirouge paznokcie są w idealnym stanie, zero uszkodzeń płytki.

Ozdoby termiczne Manirouge to bez wątpliwości świetna alternatywa dla hybryd. To także super sposób na piękne wzory na paznokciach dla osób, które mają dwie lewe ręce do tego typu ozdobników. Czy polecam? Oczywiście, że tak. Sama mam w planach dokupienie kolejnych wzorów.


Na koniec możecie zobaczyć mój manicure z użyciem tych ozdób. To moje drugie podejście, więc widać jeszcze niedociągnięcia. Myślę, że z kolejnymi będzie coraz lepiej. W końcu praktyka czyni mistrza.



Znacie już Manirouge? Co sądzicie o tym sposobie ozdabiania paznokci?

Czytaj dalej

16 kwietnia 2018

L'biotica Repair - szampon i odżywka do codziennego stosowania


W zanadrzu mam kilka zaległych recenzji produktów do włosów, więc w najbliższym czasie pojawi się kilka wpisów o tej tematyce. Dzisiaj chciałabym przedstawić duet L'biotica, który dostałam w gwiazdkowym prezencie od marki. Zestaw składa się z szamponu i odżywki do włosów z serii Repair.

Obydwa produkty umieszczone są w miękkich tubkach zamykanych na klik. Szampon ma pojemność 250 ml, a maska 200 ml. W praktyce maska okazała się bardziej wydajna niż szampon.


SZAMPON Repair Everyday Shampoo

Szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, a jednocześnie nie powoduje przesuszania. Pozostawia na włosach delikatny filtr, przez co odczuwalne jest wyraźne nawilżenie pasm. Na początku szampon wydawał mi się dość ciężki i obawiałam się obciążenia włosów, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Po umyciu tym produktem włosy są miękkie i puszyste. Dobrze się układają i łatwo je rozczesać. Szampon posiada przepiękny zapach, taki "perfumeryjny", który utrzymuje się na włosach przez długi czas. Konsystencja kosmetyku jest średniej gęstości, w kontakcie z wodą wytwarza gęstą pianę. 


ODŻYWKA Repair Express Mask

Tą odżywkę stosowałam po każdym umyciu włosów do dopełnienia pielęgnacji. Kosmetyk przyjemnie nawilża i odżywia włosy. Przy systematycznym stosowaniu zauważalne jest działanie regenerujące - włosy stają się mocniejsze i mniej podatne na uszkodzenia mechaniczne. Odżywka ma równie ładny zapach co szampon. Jej konsystencja jest gęsta, treściwa. Trzeba ją dokładnie spłukiwać, bo inaczej potrafi obciążyć włosy. 

Jestem zadowolona z tego duetu. To kolejny zestaw L'biotica, który się u mnie sprawdził. Czy zasłużył na miano ulubieńca? Raczej nie, bo ciągle moim numerem jeden marki L'biotica pozostaje seria Biovax Diamond. Niemniej jednak uważam szampon i odżywkę Repair za udany zestaw i mogę go polecić do codziennego stosowania. 

Znacie tą serię? Mieliście okazję używać?


Czytaj dalej

7 kwietnia 2018

O kremie i serum Floslek Collagen Up 50+

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dwa kosmetyki marki Floslek: krem kolagenowy i serum przeciwzmarszczkowe, które stosowała moja mama. Są to produkty z serii Collagen Up skierowanej do osób w wieku 50+.


Obydwa kosmetyki przeznaczone są do stosowania na dzień i na noc. Charakteryzuje je prosta szata graficzna w różowym kolorze z białymi i srebrnymi dodatkami. Krem umieszczony jest w przezroczystym słoiczku, a serum w przezroczystej buteleczce z pompką. Produkty mają ładny, delikatny zapach umilający ich używanie.


Krem ma średniej gęstości konsystencję, treściwą lecz nietłustą. Po nałożeniu na cerę szybko się wchłania, ale pozostawia wyczuwalną warstwę na skórze. Mojej mamie taka warstwa nie przeszkadza. Krem jest wydajny. Po ponad miesiącu regularnego stosowania zostało go w opakowaniu jeszcze całkiem sporo. A jak działa ten produkt? Przede wszystkim dobrze nawilża cerę. To nawilżenie jest wyczuwalne już po pierwszym użyciu. Po dłuższym stosowaniu pojawiają się efekty w postaci bardziej jędrnej, sprężystej cery. Istniejące zmarszczki wydają się być nieco spłycone, a nowe się nie pojawiają. Cera mojej mamy jest skłonna do zapychania, jednak ten krem nie działał komedogennie. Moja mama polubiła ten krem i uważa go za godny polecenia.

Do kremu dołączona była też taka mini maseczka wygładzająca na noc Sleeping Mask. To takie maleństwo, ale wystarczyła na dwa użycia. Bardzo przyjemna próbeczka. Naprawdę fajnie się spisała na skórze odżywiając ją i rzeczywiście wygładzając. 



Obok kremu stosowane przez moją mamę było też serum. Używała go raz dziennie - na noc. Serum dozowane jest pompką, co stanowi wygodną i higieniczną formę. Pompka cały czas działa bez zarzutu. Do aplikacji na całą twarz potrzebne są 2-3 pompki. Konsystencja produktu jest wodnista. Zaaplikowany na cerę kosmetyk wchłania się błyskawicznie zostawiając subtelną, jedwabistą powłoczkę. Jeśli chodzi o działanie to moja mama zauważyła, że serum jakby napina i liftinguje skórę. Takie efekty pokazały się już po około dwóch tygodniach systematycznego stosowania. Natomiast wcześniej dostrzegalne są efekty nawilżenia i regeneracji skóry. Z serum również moja mama jest zadowolona i poleca je.


Jak widzicie, zarówno krem, jak i serum z serii Collagen Up marki Floslek sprawdziły się u mojej mamy. W tej linii znajdują się też krem multi-kolagenowy 60+ oraz krem nutri-kolagenowy 70+.


Znacie tą serię? Lubicie kosmetyki Floslek?
Czytaj dalej

6 kwietnia 2018

ShinyBox It's a Girls World - marzec 2018 - co w w środku?


Marzec zleciał błyskawicznie i aż się nie chce wierzyć, że już kwiecień. Ostatnio jestem w ciągłym niedoczasie, więc i marcowe pudełko ShinyBox prezentuję na blogu z małym poślizgiem. Jeśli jesteście ciekawi co skrywał box zatytułowany It's a Girls World to zapraszam do pooglądania zawartości.


GO CRANBERRY Olejek do demakijażu twarzy i oczu
(ok. 29,00 zł/150 ml | produkt pełnowymiarowy)

Ten olejek to mój hit z marcowego pudełka ShinyBox. Rewelacyjnie sprawdza się do demakijażu. Na zwilżoną skórę aplikuję pompkę produktu i wykonuję masaż. Następnie moczę wodą płatki kosmetyczne i zbieram rozpuszczony makijaż z cery. Olejek na chwilę obecną wyparł moje ulubione płyny micelarne. Co według mnie ważne, produkt nie powoduje mgły przed oczami po użyciu go do demakijażu oczu. Olejek otrzymały subskrybentki, których marcowy zestaw ShinyBox jest przynajmniej drugim w ramach subskrypcji.


DELIA Pokład matujący Mineral Velvet Skin
(10,40 zł/35 ml | produkt pełnowymiarowy)

Podkład z Delii chętnie wypróbuję, ale niestety odcień, który otrzymałam jest dla mnie trochę za ciemny. Muszę poczekać aż trochę się opalę i wtedy sięgnę po ten kosmetyk. Nie miałam wcześniej żadnego podkładu z Delii, więc jestem niezmiernie ciekawa jakości, trwałości i krycia.

EFEKTIMA Chusteczka brązująca do ciała
(1,87 zł/2 szt. | produkt pełnowymiarowy)

W marcowym pudełku znalazł się też dwupak chusteczek samoopalających do twarzy i ciała z Efektimy, więc mogę szybko sprawić sobie opaloną skórę i... wypróbować podkład. Po zimie jestem okropnie blada, toteż trochę opalenizny nie zaszkodzi.


BIELENDA Sztyft na odrosty i siwe włosy Instant Cover
(16,70 zł/4,3 g | produkt pełnowymiarowy)

Można było trafić na jeden z trzech dostępnych odcieni: jasny brąz, brąz lub czarny. Ja dostałam czarny i bardzo się cieszę, bo na taki właśnie kolor farbuję włosy. Mam nadzieję, że ten produkt okaże się fajnym rozwiązaniem, gdy brakuje czasu na nałożenie farby na włosy, a nie chcemy chodzić z widocznym odrostem. 

NOVEX Maska nawilżająca włosy Mystic Black Baobab
(ok. 8,00 zł/100 g | travel size)

Ta maska nie przypadła mi do gustu, ponieważ mam już po uszy firmy Novex w ShinyBoxie. Ich produkty są może fajne, ale co za dużo to niezdrowo. Wolałabym poznać maskę jakiejś innej, nowej firmy.


FEEL FREE - Antyoksydacyjny krem pod oczy bio
(ok. 67,00 zł/20 ml | produkt pełnowymiarowy)

Najmocniejszy punkt podstawowej wersji marcowej edycji ShinyBox, czyli krem pod oczy Feel Free o bardzo przyjemnym, naturalnym składzie. Moim zdaniem takich produktów powinno pojawiać się więcej w pudełkach ShinyBox - produktów mniej znanych marek, które mają szansę okazać się prawdziwymi perełkami. Krem czeka na swoją kolej, ale na pewno wkrótce zacznę go stosować.


KONTIGO Pilnik wielowarstwowy
(10,99 zł/sztuka | produkt pełnowymiarowy)

Ostatnia rzecz to produkt wymienny 1 z 3. Ja dostałam pilnik wielowarstwowy Kontigo. Można było trafić też na pęsetę skośną do brwi Kontigo lub puder brązujący Miyo Sun Kissed Powder. Trochę żałuję, że nie dostałam pęsety, bo kilka dni później moja zaginęła i nowa byłaby w punkt. Pilnik też na pewno się przyda, więc nie jest źle.

To już wszystko z marcowej edycji ShinyBoxa. Moim zdaniem nie jest źle, chociaż nie ma też efektu WOW. Najbardziej cieszę się z olejku do demakijażu i kremu pod oczy. Ja z gigantyczną niecierpliwością wypatruję już kwietniowego pudełka. Jestem oczarowana jego szatą graficzną i liczę, że środek będzie równie piękny.


A Wam jak podoba się to pudełko?
Czytaj dalej